Zakrzówek: Problemówka nocą - 20 czerwca 2006

Spis rzeczy
  1. Wstępu słów kilka
  2. Króciutka relacja
  3. Wasze komentarze

(Zdjęcie zapożyczone z http://kruchy.unis.pl)

Wstępu słów kilka Pierwsze moje spotkanie z Zakrzówkiem miało miejsce koło kwietnia 2006 roku. Wybrałem się wtedy z Frogiem na trawersy na Sadystówkę. Muszę przyznać, iż Zakrzówek wyjątkowo mi nie przypadł do gustu. Kruche mydło, regularna forma skalna ukształtowana przez czlowieka.. ale jednak - skała to skała i można ją łoić. Do tego centrum (prawie) miasta.. Z braku laku wiadomo :)
A skąd pomysł nawspin w nocy..? Frogu z Piotrkiem K. kiedyś teg spróbowali, podrzucili pomysł.. czemu nie :)

Króciutka relacja Jeszcze siedząc w pracy dorwał mnie Frogu z pomysłem aby się wybrać na Problemówkę przy sztucznym oświetleniu.. Trochę kombinacji (głównie problem z transportem - gdy ma się dużo pracy na wieczór / noc to każda minuta się jednak liczy). W końcu jednak udało się dorwać auto i tak też poprzez BP na Kapelance wylądowałem na Zakrzówku. Dalej już tylko rozpoznac po ciemku drogę na Problemówkę (prowadził Frogu - i nawet się nie pogubiliśmy :P), zrzucić szpej i obejrzeć co to wogól przed nami stoi.
Na Problemówce byłem po raz pierwszy. Gdy ją ujrzałem już wiedziałem czym to smierdzi. Nie lubię skał Zakrzówka. Nie ufam im wogóle. No ale nie o zaufanie do skały chodzi. Wspinać się trzeba.. I niech nikt nie pyta po co.
Dobór drogi nie był trudny. Każda jest opisana wyceną przy jej starcie (namalowana wycena na skale). Znaleźliśmy sobie jakieś V - jak potem się dowiedziałem to wyceniona kiedyś na IV Rysa Główna. Przodem Frogu. Moja czołówka ledwo co (baterie słabe). Frogowa po chwili równiez.. zaczyna się śmiesznie. Pierwsza wpinka... blok. Auto. Druga wpinka...blok, auto. I tak do czwartej. Tutaj wielka pozioma półka ograniczona jednak od góry dachem (nazwijmy go prawie przewieszką) dzięki czemu ciężko stanąć tak aby dać odpocząć rękom. Trochę się Frogu wymęczył. Mnie żarły komary (piętno dla nich). Niestety - piąta wpinka (po której już tylko ring zjazdowy zostaje) okazuje się nie taka przyjemna. Notabene wedle topo piąta wpinka to już Prawa Knurówka VI.1 Jednak Frogu do niej już nie dochodzi. Blok, auto... zjazd.
No to teraz ja. Wyżarty przez komary.. bosh ależ się źle idzie. Ja faktycznie tych skał nienawidzę. No ale trzeba. Podobnie jak Frogu. Do czwartej wpinki. Potem.. kurcze ta piąta jest do zrobienia jak nic. Ale jednak psychika dobija. Żadnych głupstw. Siła nie ta. Niepewność, brak obeznania skały.. pass. Jeszcze ze dwie próby - ale nie ma co - opatentuje się na wędce to potem będzie już lepiej. Albo chociaż za dnia.. Zjazd.
Frogu powraca. Męczy nas ten temat strasznie. Tym razem trzeba przyznać, iż idzie mu to składniej. Do trzeciej czy czwartej wpinki nawet bez bloku i odpoczywania. Dopiero później - na czwartej chwilka restu. Sekundkę później Frogu zaczyna trawers na owej półce - idzie w kierunku Lewego Kanta. Na wysokości Prawej Knurówki znajduje świetnego nohanda - kolanami i udami blokuje się w owej grocie pomiędzy półką a prawie przewieszką. Bardzo ładnie - gratki :) Dalej już tylko dwie próby, blok, auto i zjazd.. nie tym razem.
Moja ostatnia próba. Coś jak prawie wspin. Bez życia, ducha i wiary. Nawet do czwartej wpinki nie dochodzę. A może doszedłem.. nawet nie pamiętam. Wielki rechot. Zjazd na dół. Po drodzę na górę łaziłem po spitach. To wyjątkowo nie był ten dzień.
Frogu poszedł naokoło założyć linę na ringu i ściągnąć ekspresy. Po drodze zobaczył mniej więcej jak tą prawie przewieszkę zrobić. Wcześniej jednak na hasło: "Lina!" oczywiście z mojej strony brak reakcji i tylko usłyszałem świst zbliżający się w moim kierunku. Centralnie w łeb. Ehh zupełne zrezygnowanie z mojej strony. Ekspresy ściągnięte, czas się zbierać...
Generalnie klimat przyjemny. Sama wspinaczka nocna istotnie podoba się. Jednak kilka spraw. Po pierwsze dobrze aby do czasu asekurujący oświetlał swoją czołówką wspinającego się. Oswietlając od dołu światło pada pod szerszym kątem. Jest bardziej rozproszone i oświetla większą powierzchnię. Idzie się łatwiej bo więcej widać. Dalej - w nocy i tak niewiele widać. Często się omija chwyty czy stopnie, które istotnie są świetne. Dlatego propozycja - rozglądajmy się wcześniej. No i bez zbędnej przesady. Jeśli się jest na ścianie po raz pierwszy i się jej nie zna - nie ma co się forsować.
A zdjęć nie ma bo nie wzięliśmy aparatu. Trudno :P

Nawigator
[powrót do góry strony]

Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz wystarczy podać jego treść - pozostałe pola nie są obowiązkowe. Zaznaczenie zapamiętania nicka i adresu e-mail spowoduje, iż w każdej chwili gdy wrócisz do tej strony i będziesz chciał(a) wpisać kolejny komentarz pola nick oraz e-mail zostaną automatycznie wypełnione:
 
Nick:    E-mail:

Zapamiętaj mój nick i email    Ukryj mój adres email

Wasze komentarze
 ukryj komentarze 
::frogu2006-06-21 16:35:00
IV? To było IV? ha ha ha
 ukryj komentarze