Informator
górski
Powitanie zimy - film! [zobacz]

HOMO AMERICANUS

HOMO AMERICANUS - autor: Jerzy Ziółkowski Zapożyczone z http://www.fronda.pl/arch/04-05/002.htm

We wrześniu 1993 r. opublikowane zostały wyniki badań Departamentu Edukacji Stanów Zjednoczonych zatytułowane "Umiejętność czytania i pisania w USA". Były to najobszerniejsze studia, jakie kiedykolwiek przeprowadzono nad Amerykanami: trwały 4 lata i objęły 26 tys. osób.

DEBIL AMERYKAŃSKI

Wyniki zaszokowały amerykańską opinię publiczną okazało się, że w USA żyje 27 min analfabetów i 45 min tzw. analfabetów funkcjonalnych. Prawie połowa ze 191 milionów dorosłych Amerykanów nie jest w stanie wykonać tak prostej czynności jak wypełnienie przekazu bankowego. Tylko 4 proc. potrafi przy użyciu elektronicznego kalkulatora obliczyć koszt wykładziny, mając podaną cenę metra kwadratowego i rozmiary pokoju.
Naukowcy przeprowadzający badania zmuszeni byli zastosować nową definicję analfabetyzmu. W tradycyjnym pojęciu analfabetą był osobnik podpisujący się krzyżykiem. Testy Departamentu Edukacji dowiodły, że wiele osób umie czytać w technicznym tego słowa znaczeniu, tzn. są w stanie rozszyfrować słowa, ale brak im umiejętności koniecznych do korzystania z tej informacji (są to owi analfabeci funkcjonalni, których liczbę szacuje się na 45 min). Co ciekawe, połowa osób, które osiągnęły najgorsze wyniki, to absolwenci High School. Niektórzy z dyplomami tych uczelni nie umieli w ogóle ani czytać, ani pisać.
Poziom nauczania w USA jest o wiele niższy niż w Europie Zachodniej, np. 40 proc. uczniów europejskich szkół średnich jest w stanie rozwiązać zadania matematyczne, których 90 proc. amerykańskich uczniów na tym samym poziomie nie umie rozwiązać.
W 1947 r. 45 proc. uczniów w USA było w stanie odnaleźć na mapie Europę, w 1988 r. było ich zaledwie 25 proc. Podczas wojny w Zatoce Perskiej w 1991 r., kiedy to 500 tyś. żołnierzy amerykańskich znajdowało się na froncie, aż 80 proc. Amerykanów nie wiedziało, gdzie leży Irak, natomiast 92 proc. wiedziało, że prezydent Bush nie lubi i nie będzie jadł brokuł.
Dzieje się tak, pomimo że w latach 80. USA zainwestowały w edukację 420 mld dol. (czyli o 29 proc. więcej niż kiedykolwiek w historii.) W wielkości wydatków na kształcenie studenta Stany ustępują na świecie jedynie Szwajcarii. Okazuje się jednak, że wysokie nakłady finansowe nie gwarantują równie wysokiego poziomu nauczania.
Skąd więc fenomen - jak to określa prasa w USA - "debila amerykańskiego"?

AMERYKANIZOWAĆ l WYRÓWNYWAĆ !

Na początek przyjrzyjmy się systemowi edukacji. Na mocy ustawy federalnej szkolnictwo jest obowiązkowe do 16 roku życia: zaczyna się w wieku 6, a nawet 5 lat od Elementary School, która trwa 4 lata; potem idzie Middle School, względnie Junior High - klasy 6, 7 i 8; następnie High School, względnie Senior High - klasy 9, 10, 11 i 12. Tak więc przeciętnie w wieku lat 18 Amerykanin kończy szkołę średnią.
W USA nie ma matury, jedynie SAT dla tych, którzy chcą studiować. SAT to składający się z dwóch części - matematycznej i werbalnej - egzamin, określający kwalifikacje na studia wyższe. Jest on dla uniwersytetów praktycznie tym samym, co Dow-Jones-lndex dla Wall Street. Dla tych, którzy nie chcą studiować, nie jest on istotny. Dyplom High School otrzymuje się niezależnie od SAT-u. Wystarczy zaliczyć daną liczbę kursów (credits).
High School to szkoły narodu, który jest podzielony na katolików, protestantów, żydów, tubylców i emigrantów, Białych, Czarnych, Żółtych itd. Zadaniem szkół amerykańskich było zawsze zacieranie tych różnic w klasie, innymi słowy: zrobienie z tych dzieci Amerykanów. "Amerykanizować i wyrównywać!"- brzmiało główne hasło.
W 1918 r. National Education Association uchwaliła 7 głównych priorytetów szkolnictwa średniego: 1. zdrowie, 2. władanie podstawowymi technikami kultury, 3. wartościowe życie rodzinne, 4. zawód, 5. cnoty obywatelskie, 6. sensowna organizacja wolnego czasu, 7. charakter etyczny. Pomijając "podstawowe techniki kultury", pod którymi rozumiano pisanie, czytanie i rachunki, nie znajdziemy w tym spisie niczego o nabywaniu wiedzy w jakichkolwiek innych przedmiotach.

EGZAMIN Z PROSTYTUCJI

Powołana w kwietniu 1983 r. przez prezydenta Reagana The National Commision on Excellence in Education opublikowała raport zatytułowany "A Nation At Risk" ("Naród w niebezpieczeństwie"). Okazało się, że w latach 1976-81, w porównaniu z latami 1964-69, obniżył się rażąco poziom wymagań w szkołach, zredukowano poważnie liczbę zadań domowych, a w 13 stanach wprowadzono zasadę dobrowolności w wyborze przedmiotu.
Szkoły upodobniły się przez to do centrów handlowych, tzw. shopping malls, które przyciągają szerokie spektrum konsumentów o różnych gustach. Przeglądając katalog jednej ze szkół (notabene, liczący 65 stron i zawierający 400 kursów) znajdziemy tam takie przedmioty jak: astrologia, cheerleading, higiena dziecka, mass media, żywność, football amerykański, prostytucja, sztuka kulinarna, rysowanie komiksów, broń, gra na gitarze, nauka jazdy, ogień i my, szycie plecaków, śmierć, jak uzyskać skuteczne środki antykoncepcyjne itd. Jednocześnie oferta uzależniona jest od zapotrzebowania uczniów, np. jeśli na kurs z matematyki nie zapisze się odpowiednia liczba chętnych, jest on skreślony z rejestru.
W katalogu znalazłem też "język angielski dla klasy 8". Oferowane były 3 kursy o różnym stopniu trudności: najwyższy "dla tych, którzy chcą i są w stanie przeczytać 2 albo 3 książki kwartalnie, i którzy napiszą o swoich przeżyciach czy też o książce raz na tydzień"; średni "dla uczniów, którzy czytają i piszą tylko wtedy, kiedy muszą"; najniższy "dla tych, którzy mają kłopoty z czytaniem i pisaniem. Większość czytania będzie wykonywana podczas lekcji." Te ostatnie zajęcia zdominowane są przez lekturę "Piotrusia Pana" i "Człowieka Pająka".
W Stanach nie istnieje system powtarzania klasy, powtarza się jedynie nie zaliczony kurs. Co piąty publiczny college ma obowiązek przyjąć każdego absolwenta szkoły średniej bez względu na jego wyniki w nauce, jeżeli tylko jest obywatelem danego stanu. Oznacza to, że obojętnie, czy uczeń zakończy kurs rysowania komiksów i gotowania obiadów, czy fizyki i chemii - i tak zostanie przyjęty na studia.

KLASÓWKA CZYLI GWAŁT

Swój wkład w obniżanie poziomu wykształcenia Amerykanów wniosły też podręczniki. Badania dowiodły, że uczniowie byli w stanie poradzić sobie z 80 proc. materiału zawartego w podręcznikach, zanim w ogóle je otworzyli. Wynika to z faktu, że drukowanie podręczników stało się lukratywnym biznesem. Ponad 20 stanów kupuje hurtowo podręczniki dla szkół na swoim terenie. Sprzedanie miastu Los Angeles swojego elementarza oznacza zarobienie kilku milionów dolarów. Wydawcy nie mogą więc sobie pozwolić na ryzyko, że ich podręczniki wywołają czyjeś niezadowolenie czy protest. Całe sztaby ludzi piszą i kontrolują teksty, aby, broń Boże, kogoś nie obrazić i nie zgorszyć. Wszelkie kwestie kontrowersyjne są natychmiast wycinane, stąd np. w podręczniku historii USA brak jakichkolwiek informacji o Thomasie Jeffersonie.
Powołana przez Reagana komisja zwróciła też uwagę na inflację stopni dokonywaną przez nauczycieli. Okazało się, że nauczyciele przestawali stawiać złe stopnie, ponieważ w społeczeństwie, które kocha cenzurki ponad wszystko, byłoby to równoznaczne ze skazywaniem uczniów na niepowodzenie. Wprowadzałoby to niezdrowy podział na dobrze się zapowiadających i na nieudaczników, którzy mieliby później kłopoty na rynku pracy...
Z tego powodu w większości szkół samo regularne uczęszczanie na lekcje wystarczy, aby kurs został zaliczony. Uczniowie zdają sobie z tego doskonale sprawę. Toteż nie może dziwić wypowiedź nauczycielki z Ohio, która zastrzegła na początku roku szkolnego, że jeśli jej uczniowie chcą zaliczyć kurs, muszą zdać ostatnią klasówkę: "W tym momencie dopiero zdałam sobie sprawę z unikalności moich wymagań. Można by pomyśleć, że właśnie kazałam im zgwałcić swoją matkę w południe na rynku miasta".

CHRYSTUS MÓWIŁ PO ANGIELSKU

Innym powodem kryzysu edukacji w USA, którego powołana przez Reagana komisja nie podaje, jest niski poziom wykształcenia samych nauczycieli. W zawodzie tym występuje selekcja negatywna; bardziej atrakcyjna jest profesja adwokata lub biznesmena.
Dosyć znana była sprawa pewnej nauczycielki klas piątych z Chicago, która w 1980 r. wniosła oskarżenie do sądu, ponieważ szkoła nie przedłużyła jej kontraktu. Podczas rozprawy poddano ją sprawdzianowi znajomości słów. Znaczenie słowa "suffrage" - czyli prawo do głosowania - podała ona jako: "kiedy ludzie z jakiegoś powodu cierpią", myląc to słowo z "suffer", co oznacza rzeczywiście "cierpieć". Podobnie wypadła reszta testu. Pomimo to, sędzia nakazał przedłużenie jej kontraktu. Zdecydował się na to, ponieważ na świadectwie zwolnienia doszukał się błędu ortograficznego i złej składni, zaś na 82 stronach oficjalnego katalogu szkoły znalazł 77 błędów ortograficznych.
Nauczycielka, zapytana na ulicy przez reportera TV, jakiego przedmiotu uczy, odpowiada: "l teaches English" - "ja nauczać angielskiego".
Ogólnie mówiąc, zawód nauczyciela nie jest w Ameryce respektowany. Wiąże się to z silnym amerykańskim antyintelektualizmem, szacunkiem dla "ludzi czynu", a nie "myślicieli". Nic dziwnego, że w międzywojniu tak wielu pisarzy amerykańskich siedziało w Paryżu, gdzie traktowano intelektualistów jak bożyszcza. Przykładem owego antyintelektualizmu może być postawa gubernatora Teksasu, który nie zgodził się na dofinansowanie programu nauczania języków obcych, uzasadniając to następująco: "Jeżeli angielski był wystarczająco dobry dla Jezusa, to jest też wystarczająco dobry dla uczniów w Teksasie".
Fakt, że szkoły podlegają gminom, a te wymuszają ustępstwa na nauczycielach, też nie przyczynia się do podnoszenia autorytetu tych ostatnich. Na przykład, w jednej ze szkół rodzice zaprotestowali, że pi = 3,1416 jest stanowczo za długie i dzieci nie mogą go zapamiętać. Zażądali więc nowej definicji, łatwej do zapamiętania: pi = 3. Szkoła poszła na ustępstwa.

TELEWIZOR NA STRAŻY RODZINY

Jeszcze jednym powodem paraliżu systemu edukacji, o którym komisja prezydencka nie wspomniała, jest "brak dyscypliny". Jeszcze w 1940 r. siedem najpoważniejszych problemów w amerykańskich szkołach to: rozmawianie podczas lekcji, żucie gumy, hałasowanie, bieganie po korytarzu, przepychanie się w kolejce do stołówki, śmiecenie i brak obowiązującego stroju szkolnego. W 1990 r. siedem najpoważniejszych problemów wyglądało następująco: narkomania, alkoholizm, ciąża, samobójstwo, gwałt, rozbój i kradzież. Dość powiedzieć, że rocznie 110 tyś. nauczycieli w USA melduje o atakach przemocy na lekcjach, każdego dnia 135 tyś. uczniów przynosi do szkoły oprócz drugiego śniadania pistolet, zaś trzecia co do wielkości jednostka policji w Stanach pełni służbę wyłącznie w szkołach miasta Los Angeles.
Ogromną rolę w kryzysie oświaty odgrywa również telewizja. Amerykanin, który kończy szkołę, ma za sobą 15-18 tyś. godzin oglądania TV i tylko 11 tyś. godzin lekcji. Obejrzy przez ten czas 18 tyś. morderstw i pół miliona reklamówek. Na 1000 godzin spędzonych przed ekranem przypada 30 stron słowa drukowanego. W 1983 r. legislatura stanu Nowy Jork uznała telewizor za "narzędzie konieczne do przetrwania rodziny w społeczeństwie" i nie podlegające zarekwirowaniu przez komornika. Telewizor uznany też został za podstawowe narzędzie edukacyjne, a jako wzorcowy program oświatowy podawana jest "Ulica Sezamkowa".
Tymczasem "telewizyjny system nauczania" w rzeczywistości jest wrogiem nauczania szkolnego. Po pierwsze: głosi on ideę, że nauka i rozrywka są nierozłączne, co jest koncepcją nieznaną w żadnym dyskursie o edukacji, od Konfucjusza do Johna Dewey'a. Wynika to z faktu, że program edukacyjny musi być maksymalnie zabawny, aby zniechęcony uczeń nie wyłączył telewizora. Po drugie: ponieważ każdy program telewizyjny jest zamkniętym w sobie produktem, zakłada się, że nie można wymagać od ucznia żadnej wiedzy wstępnej, słowem: przekreśla się ideę porządku rzeczy i ciągłości w procesie nauczania. Po trzecie: wszelkie komentarze, teorie, hipotezy itd. podawane są w formie maksymalnie uproszczonej, najczęściej z dynamicznymi obrazkami i szybką muzyką w tle, co w rzeczywistości wypacza istotę przekazu. Pojawiające się od czasu do czasu reklamówki odbierają dodatkowo programowi resztki jego powagi. Ciekaw jestem, jakbyście Szanowni Czytelnicy zareagowali, gdybym w tym miejscu zawiesił nagle swój wykład i zaczął reklamować McDonald'sa albo PKO.

PRZEMYSŁ UNIWERSYTETOWY

Przejdźmy teraz do omówienia szkolnictwa wyższego w USA, które kojarzy nam się głównie z takimi uniwersytetami jak Harvard, Princeton, Yale, Columbia, Stanford czy MIT. W rzeczywistości czołówka ta stanowi ok. 3 proc. w morzu 2.500 uniwersytetów amerykańskich, na które pozwolić sobie może jedynie elita finansowa społeczeństwa. Co prawda przy pomocy stypendiów miejsca te nie są zarezerwowane jedynie dla najbogatszych, ale i tak pozostają dostępne dla niewielu.
Najważniejsze dwie rzeczy, jakie należy wiedzieć o szkolnictwie w USA to: 1. studia są płatne, 2. cena studiów zależy do jakości uniwersytetu, np. rok uniwersytecki na Harvardzie kosztuje 15 tyś. dol., a w Wellesley College - 1,5 tyś. dol. (tytuł magistra w Wellesley College upoważnia absolwenta co najwyżej do wstępu na Harvard).
Komercjalizacja studiów wyższych powoduje, że kierują się one zasadami rynku i figurują na trzecim miejscu przemysłu narodowego USA. Uniwersytety, ale tylko te najlepsze, są "przedsiębiorstwami" sprzedającymi "produkty". Są w stanie zatrudnić najwybitniejszych pracowników na najlepszych warunkach, np. początkowa pensja docenta wynosi od 100 do 150 tyś. dol. rocznie. Jaki uniwersytet w Europie może pozwolić sobie na taki wydatek?
Tym należy tłumaczyć zjawisko "brain-drain" czyli "odpływu umysłów" do USA. Dość powiedzieć, że wśród kadry profesorskiej na katedrze matematyki uniwersytetu w Berkeley aż 75 proc. stanowią nie Amerykanie, lecz Chińczycy, Koreańczycy, Polacy, Rosjanie itd.
Z kolei, na uniwersytetach przeciętnych, gdzie za rok akademicki płaci się od 5 do 8 tyś. dol., poziom nauczania jest tak niski, że porównać go można z poziomem polskich liceów.

HUMANIZM TO NIESZCZĘŚCIE

Większość uczelni nie dba bowiem o jakość wykształcenia, lecz o stworzenie perspektyw zawodowych na przyszłość. Oto fragment całostronicowego ogłoszenia w "New York Times":
"Wszystkie znane uniwersytety obiecują swoim studentom dobre wykształcenie ogólne. Jednak humanistycznie ukierunkowany absolwent, nie posiadający wykształcenia, z którym mógłby zarobić pieniądze, nie jest człowiekiem szczęśliwym. Jego rodzice tym bardziej, bo inwestują swe ciężko zarobione pieniądze (...) Uniwersytet w Bridgeport widzi swoje zadanie w zapobieganiu takiemu nieszczęściu".
Wypowiedź jest jasna: wykształcenie humanistyczne oznacza "nieposiadanie wykształcenia", co więcej - jest "nieszczęściem"! Nic więc dziwnego, że rośnie pogarda dla przedmiotów humanistycznych, które nazywane są "akademickim cyrkiem", a największym zainteresowaniem cieszą się takie kierunki, jak business, medycyna i prawo.
W rzeczywistości uniwersytety stafy się dziś w USA śluzami społeczeństwa: sprzedają bilety wstępu (czyli dyplomy) do średnich i wyższych warstw społeczeństwa, do bardziej intratnych zawodów i dobrobytu. Wydaje się, że pokonywanie kolejnych szczebli edukacji zastąpiło marzenia o granicy posuwania się osadników jako środka ucieczki z nędzy, ponurych fabryk i zatłoczonych miast Wielkiej Brytanii. Możliwość dążenia do wiedzy dla samej wiedzy, a nie dla późniejszych możliwości zarobkowania, została zepchnięta na margines. Humanistom, którzy chcą się ubiegać o stypendia, radzi się, aby nie podkreślali, że badania sprawiają im przyjemność, ponieważ wygląda to podejrzanie i od razu zmniejsza szansę na pozytywne załatwienie sprawy.

CZY BATMAN BYŁ HOMOSEKSUALISTĄ

Oto kilka konkretnych przykładów z uniwersytetów USA, charakterystycznych dla tego typu instytucji:
  • brak myślenia krytycznego i wiedza rodem z telewizyjnych quizów, np. studenci znają każdy fakt dotyczący zrzucenie bomby na Hiroszimę (nazwisko pilota, ciężar bomby, rodzaj samolotu, liczbę ofiar etc.), ale nie mają nic do powiedzenia na temat: czy bomba powinna zostać zrzucona, czy też nie;
  • studenci pierwszego roku nie zauważają wewnętrznej sprzeczności w wypowiedziach typu: "nie powinno być uprzedzeń wobec czarnych i innych niższych ras";
  • relatywizm, który zakłada, że "ja mam swoją prawdę i pan profesor ma swoją", doprowadza do tego, że profesor nie ma prawa oceniać wypowiedzi studentów, ponieważ wszystkie poglądy są równouprawnione;
  • ów relatywizm powoduje, że powstają dysertacje o tym, że "Jądro ciemności" Josepha Conrada jest dziełem rasistowskim, że "Ulisses" Jamesa Joyce'a jest powieścią o kolonializmie i alienacji w kapitalizmie, że dramaty Szekspira stanowią manifestację brytyjskiego imperializmu, patriarchatu, europejskiego rasizmu, logocentryzmu etc. Powstają też takie prace doktorskie, jak np.: "Czytanie Batmana w świetle jego stosunku do Robina. Czy Batman był homoseksualistą?".

DZIEDZICTWO 1968 ROKU

Kryzys uniwersytetów wiąże się ze zmianami, jakie dokonały się po II wojnie światowej. Do tego czasu były to instytucje elitarne, zarezerwowane wyłącznie dla establishmentu. W 1944 r. Kongres USA uchwalił "Gl Bili", uprawniający do studiów weteranów wojennych. Ekonomiczny boom następnych lat zmniejszył liczbę osób w sektorze produkcji, a powiększył liczbę tych, którzy mogli pozwolić sobie na studia. Coraz mniej osób miało do czynienia z glebą, cegłą czy stalą, coraz więcej z papierem. W 1954 r. zniesiono doktrynę "separate but equal", która otworzyła uniwersytety dla Czarnych. W 1957 r. USA przeżyły "sputnik shock", w wyniku czego państwo i armia zaczęły pompować miliardy dolarów w wykształcenie i stypendia, otwierając wrota "Iower-classes", Doszła do tego jeszcze eksplozja przyrostu 'naturalnego w latach 60. i niebywały "run" na uniwersytety z początkiem wezwań do wojska (college okazywał się miejscem przyjemniejszym niż, dajmy na to, Da Nang czy My Lai) - i okazało się wówczas, że uczelnie nie są przygotowane na taki zalew studentów. Zaczęto przyjmować "nauczycieli", których w innej sytuacji by nie zatrudniono.
Lata 60. były też czasem niepokoju społecznego w Ameryce. Były również okresem kontrkultury, która atakowała tradycyjne konserwatywno-liberalne wartości "społeczeństwa mieszczańskiego". Wówczas to, podczas wieców, strajków i manifestacji, studenci wywalczyli sobie wiele obowiązujących do dziś praw: obniżenie poprzeczek wstępu, wolny wybór przedmiotów, kursów oraz większy wpływ na politykę uniwersytetów. To, co się dzieje obecnie na amerykańskich uczelniach, jest więc w ogromnym stopniu wynikiem działania tych, których zwykliśmy dziś nazywać "pokoleniem 1968".

Jerzy Ziólkowski
(śródtytuły od redakcji)

Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz wystarczy podać jego treść - pozostałe pola nie są obowiązkowe. Zaznaczenie zapamiętania nicka i adresu e-mail spowoduje, iż w każdej chwili gdy wrócisz do tej strony i będziesz chciał(a) wpisać kolejny komentarz pola nick oraz e-mail zostaną automatycznie wypełnione:
 
Nick:    E-mail:

Zapamiętaj mój nick i email    Ukryj mój adres email

Wasze komentarze
 ukryj komentarze 
::Użytkownik anonimowy2008-06-03 20:20:00
Żal z Was i Amerykanów. Oni są tacy naprawdę. A Was jest mi żal bo
wyzywacie siebie i innych Polaków od debili. Fakt że mądrych ludzi tu
niewiele, ale jeśli chodzi o ,,średnich'' ludzi to jesteśmy jedni z
mądrzejszych, a tu właśnie jest o takich Amerykanach. Mądrych jest tam
dużo(np.NASA) ale ich średnią zaniżają te debile.
,,::Asia
Jesteście bandą zawistnych, polskich debilów. Amerykanie stawiaja na
praktykę a nie wiedzę teoretyczną typu znajmość lektury pt.
"Lalka czy "Potop". Jak myslicie co sie w zyciu
bardziej przydaje? Pfff.. Polska to beznadzijeny naród z milionami
pseudo magistrów od niczego... Zgnijcie tutaj barany jedne a waszą
rozrywką pozostanie siedzenie przed komputerem i obrazanie innych
nacji. GodBlessTheUSA''XD Żal, żal, żal Asia czyli Polka- no ty to
akurat może jesteś debilnym Polakiem.
::Parkins2008-05-27 22:05:00
A pan Jerzy Ziolkowski do jakiego High School chodzil i jakie studia
wyzsze skonczyl w polsce i ameryce ze z takom pewnosciom siebie i
"amerykanskom" wrecz ignorancjom porownuje?
::Mirra2008-05-18 19:16:00
Heh jak oni są debilami to nie chce pisac kim my jesteśmy ;D Ostatnio
oglądałem program o polskim szpiegu w USA który wykradał w latach 80
ważne dokumenty dotyczące konstrukcji jakijes broni. Gdy te dokumenty
zostały przekazane Polakom (my debile) nie mieliśmy na budowe takich
broni więc sprzedawaliśmy pomysły Amerykanów Rojanom ... Kto tu jest
debilem ? Na pewno nie USA :)
::Asia2008-05-10 11:25:00
Jesteście bandą zawistnych, polskich debilów. Amerykanie stawiaja na
praktykę a nie wiedzę teoretyczną typu znajmość lektury pt.
"Lalka czy "Potop". Jak myslicie co sie w zyciu
bardziej przydaje? Pfff.. Polska to beznadzijeny naród z milionami
pseudo magistrów od niczego... Zgnijcie tutaj barany jedne a waszą
rozrywką pozostanie siedzenie przed komputerem i obrazanie innych
nacji. GodBlessTheUSA
::MAC2008-05-08 00:29:00
To najtandetniejszy Kraj na swiece jaki widzialem , porownojac go do
krajow 3 swiata nie mozemy wymagac ze np Filipiny beda reprezentowaly
jakakolwiek jakosc oczywiscie to jest inna bajka ale zoabczymy tam
mily dla oka i ucha lokalny folklor i kazdy napewno doceni piekno tego
kraju znow w USA widac tylko dziadostwo wielki kicz, nipochamowana
pewnosc siebie niczym nie podparta na kazdym kroku glupota , kicz ,
brak kultury bo przeciez brak historii co samo z siebie wychodzi , jak
wyzej jest napisane zalosny poziom edukacji kraj ktory JEST W CALOSCI
IMPORTOWANY Z NAJGORSZEJ JAKOSCI SUROWCOW w 90 procentach
reszta ludzi to najlepsi fachowcy swiata w kazdej dziedzinie ktorzy
przyjezdzaja tu przkupieni wielkimi pieniedzmi i ciekawoscia
przreklamowanego kraju i po pierwszych kilku dniach doznaja wielkiego
rozczarowania... szok kulturalny ,i razaca ignorancja i hipokryzja
calego "glupiego narodu lacznie z prezydentem Buschem sprawiaja
ze europjeczyk , POLAK nie ma tam czego szukac i bynajmniej zyc z
przyjemnoscia taka jak w polsce chocby.Powiem tak z Ostatnich 2
letnich obserwacji na podstawie najwiekszego Stanu California i Miasta
Los Angeles stawiam 10:1 ze kraj idzie szybko na dol i jak kazde
mocarstwo wkrotce bedzie w wielkich tarapatach, widac juz prawie
codziennie nie tylko z zew. ale ludzie zdaja sobie tam juz sprawe ze
ich miejsca pracy sa zbyteczne niepotrzbne nikomu jak w komunie
conajmniej za duzo pracownikow za malo wiedzy , a wystarczylo by
zastpaic kilkoma w miare dobrze wyedukowanymi ludkami niestety jest
jak jest i dzieje sie coraz gorzej ,ludzie lokalnie nie wierza juz w
prezydenta tak jak kiedys nie wierza w flage wywieszaona na domu dla
nich teraz Europa jest najkiekszym luksusem jaki moga osiagnac ,
splenodrem , obiketem marzen i niezrozumialych historii i kultury
jesli wogole wiedza jak do europyu sie dostac bo zachod wschod to dla
nich pojecie baaardzo wzgledne , Niechce za wiele detali zdradzac ale
powiem tak wspopracuje z ludzmi lokalnymi ktorzy pochadza z kilku
najlepszych uniwersytetow w USA i podsumowujac pracujemy nad naprawde
brylantowym projektem jak to oni nazywaja i to nalezy im przyzac ze
jest to brylantowy projekt ale to co obywatele USA w tej firmie soba
reprezentuja to jest poprstu bez komentarza oczywiscie w negatywnym
tego slowa znaczeniu zenada olbrzymia brak slow i odechciewa sie
kontaktu z takimi ludzmi , sa najnormlaniej w swiecie nudni i tyle.
::Towarzysz Kamil (kamil.wrotkowski@gmail.com) 2008-04-28 22:11:00
USA powstało głównie z rzeszy nieudaczników z Europy oraz
niewolników... Oczywiście była i jest garstka społeczeństwa która tam
przybyła nie dlatego, że sobie nie potrafili poradzić u siebie, ale np
z przyczyn politycznych (np Polacy po powstaniach, oraz za komuny) no
i ciekawości "nowego świata".. Część potem też przybyło bo
dostało z góry oferty na ważne oferty.. No, a także nauka techniczna w
USA upada, od kilku lat drastycznie spada ilość wniosków patentowych,
za to rośnie to w innych miejscach, np w Chinach obecnie jest znacznie
więcej wniosków patentowych niż w USA..
No, a nauka wyłącznie praktyczna jest zła dla społeczeństwa, to
właśnie "humanizm" i zastanawianie się nad pięknem, życiem,
itd odróżnia nas od zwierząt i sprawia, że nie jesteśmy robotami..
Dodatkowo dobra znajomość historii nigdy nie zaszkodzi
społeczeństwu... historia często się powtarza i na bazie analogi do
przyszłości można uniknąć wielu błędów.. Gdyby Hitler przestudiował
bardziej historie Napoleona to by wiedział, że zima w Rosji może być
okrutna, więc trza lepiej zaopatrzyć wojsko.. A co z działaniami
Niemieckimi przez Ardeny? Noo i można szybciej wykryć "zbrodniczą
władzę"..
::Kamil2008-03-15 20:54:00
Tak jak w krajach biedniejszych jest rozwarstwienie ekonomiczne, tak w
bogatszych rozwarstwienie umysłowe, w krajach biednych biedni są
bardzo biedni a bogaci, którzy stanowią mały ułamek są bardzo bogaci,
tak w krajach bogatszych głpi są bardzo głupi a mądrzy, którzy
stanowią mały ułamek są bardzo mądrzy. Po prostu dobrobyt do d...
zagląda i po podstawówce robotę bez wysiłku znajdziesz - jełopy
amerykańskie
::Kamil2008-03-15 20:41:00
Panie mieszkający od lat w Stanach - gloryfikuje pan Amerykański
system, bo dobrobyt uderzył pany do głowy. Nie sądze, żeby wielki był
odsetek Polaków nawet po podstawówce, którzy nie znają liczby
województw czy sąsiadów Polski. Stany Zjednoczone swój dobrobyt ciągną
na imporcie umysłów i na intelektualnej elicie, która stanowi ułamek
tamtejszego społeczeństwa. Najlepiej zobrazowałyby to jakieś
ustandaryzowane testy IQ lub wiedzy ogolnej.
::Arek2008-03-05 20:11:00
hej mam pytanko w USA to ile trwqają wakacje? od kiedy do kiedy???
::Użytkownik anonimowy2008-01-30 22:27:00
Ktos powiedzial,ze cokolwiek by nie stwierdzic na temat Ameryki i
Amerykanow,to bedzie prawda-po prostu zalezy od punktu
obserwacji.Amerykanie sa pragmatykami i wiedze traktuja jako
narzedzie,stad wiekszy nacisk na ksztalcenie praktyczne. Co do
uniwersytetow, to wszyscy z gory wiedza na co maja szanse po
skonczeniu jakiej uczelni,poza tym nie nalezy mylic pojec.Pod nazwa
"college" moze kryc sie prestizowy uniwersytet albo cos co
mozna nazwac szkola policealna,ktora w istocie przygotowuje
absolwentow szkol srednich do wykonywania okreslonych zawodow.
Twierdzenie ze "Amerykanie to debile" ma tyle samo sensu co
"Polacy to antysemici". A swoja droga- jak wielu naszych
absolwentow szkol ponadpodstawowych wie ile w Polsce jest wojewodztw,
z kim Polska graniczy itp.Celowo pisze szkoly ponadpodstawowe a nie
licea,bo w amerykanskim "high-school" sa przeciez wszyscy
bez zadnej selekcji.
Pisze z pozycji Polaka mieszkajacego w Stanach od wielu lat,wiec znam
temat troche lepiej niz wiekszosc tutaj sie wypowiadajacych.
P.S. Ciekawe jak Ci idioci stworzyli najwieksza(ciagle)gospodarke
swiata. Zauwazcie tez ze jakos w Ameryce nie wystepuje zjawisko
EMIGRACJI-jest tylko IMIGRACJA.
::Użytkownik anonimowy2007-12-16 17:21:00
Rzeczywiście przeprowadzono badania opisane w artykule. Pamiętać
jedyne należy, że przeprowadzali je Amerykanie, którym zawsze z badań
coś wyjść musi (szokującego) - inaczej się nie sprzedadzą, a to u nich
najważniejsze.
Interpretacja badań jest jeszcze bardziej przesadzona.
Z drugiej jednak strony patrząc na trendy w naszych szkołach... Mózg
ludziom się zmniejsza, odkąd życie przestało od nich wymagać.
::Ricko2007-12-14 15:34:00
Autor mial chyba ciezkie dziecinstwo jak dorastal, albo mial jedno
przykre doswiadczenie powodujac kompleks psychiczny. Jest ponad 150
uniwerysytetow w USA na poziomie swiatowym, a ile jest w Polsce czy
Niemczech? W tym artykule nie ma nawet pol prawdy, ale kazdy
"asshole" ma swoja opinie.
::aniak2007-12-08 09:01:00
A tam czepiacie się błędów...
A MIT, Harvard czy inne "lepsiejsze" uczelnie w ameryce mają
tylko więcej kasy, ale czy ludzie którzy chcą u nas nauczyć się czegoś
więcej nie mają na to szans?
Porównując absolwentów takich samych kierunków z najbardziej
"zapadłego" uniwerku w polsce i właśnie MIT możaan tylko
stwierdzić, że niestety program jest na MIT tak okrojony, że aż jest
ironicznie śmieszne bo właśnie MIT (niby)ma absolwentów lepiej
wykształconych. A tak naprawdę "fachowcem" można nazwać
osoby,które zgłębiły temat a nie potraktowały go po łepkach.


~~~My bedziemy rządzić światem!!!~~~
::Kanna2007-11-25 02:05:00
Padło kiedyś pytanie " Z czym kojarzy ci się Polska? " i
były odpowiedzi typu:

- Z debilizmem.
- Z biedą.
- Z alkoholizmem.
- Z ładnymi dziewczynami.
- A co to w ogóle jest?

A jedna kobirta powiedziała, że kojarzy jej się z Oświęcimiem.
Normalnie pod wrażeniem byłam.


Mam rodzinę w Canadzie. Moja kuzynka w polskiej szkole miała
praktycznie same dwóje z maty. Teraz ma same piątki. -_-'


Ale ( tak wiem, nie zaczyna się zdania od 'ale' ) tego wybierania
przedmiotów i zucia gumy na lekcjach im zazdroszczę.
::Użytkownik anonimowy2007-11-24 18:07:00
jak mój tata był w USA (1976 rok), to profesor(!) MIT powiedział mu,
że stolicą Polski jest Budapeszt...

zresztą, 50 procent Amerykanów w wieku 18-24 lat nie wie, gdzie leży
Nowy Jork, a prezydent Bush pomylił w czasie kampanii wyborczej w 2004
roku Słowację ze Słowenią...
::Grygli (grygli@op.pl) 2007-11-22 23:07:00
Ile ludzi rocznie umiera od postrzalu z broni palnej rocznie na ulicy
w :
Francja - o.k 80
Anglia - o.k 90
Polska - o.k 70
Niemcy - o.k 70
Finlandia - o.k 20
Kanada - 0.k 90


USA - o.k 11.000


Mam nadzieje ze w koncu sami sie powystrzeliwuja O_O
YEAH FUCK THE FLAG ANARCH IN POLAND
::Grygli (grygli@op.pl) 2007-11-22 23:02:00
Poznalem kolesia ze stanow. Przyjezdza do polski co holiday. Nawet nie
wiecie jaki jest glupiu O_O Tlumaczylem mu np
- Ile ma stanow ameryka
- Stolica Angli
- Ze anglia to wyspa
- Nawet cala historie stanow zjednoczonych
Koles niezle sie potrafi bawic :D I nie przebije go w muzykoznastwie
O_O ani NBA w teakie kloscki jest dobry. Mysle ze tacy sa w wiekrzosci
amerykanie.

Co mnie dziwi ludzie co rano spiewaja hymn do flagi, ale czy oni
wiedza ile ta flaga przelala krwi, z kond sie wziela itp.


Ja mam 14 lat ten kolo ze USA ma 19 O_O co za analfabetyzm w usa OMG
::Slodki (slodkimustans@wp.pl) 2007-11-22 02:48:00
Pamiętajmy jednak ,że czym społeczeństwo jest uboższe tym łatwiej jest
je kontrolować; władzom debilstwo amerykanów jako masy w niczym nie
przeszkadza, ba jest im ono nawet na rękę.
Wyobraźmy sobie czy w Polsce tak łatwo by było przekonać opinię
publiczną o wstąpieniu w stan wojny np.: z Irakiem?
Większość także ludzi mieszkających w USA po mimo ,iż pracują ciężko 6
dni w tygodniu nie są bardzo bogaci choć muszę przyznać ,że dzięki
dobremu(przede wszystkim prostemu)
systemowi podatkowemu i gospodarce na wysokim poziomie, wiodą oni
wyższy standard życie niż większość mieszkańców starego kontynentu;).
::kamil (konior966@o2.pl) 2007-11-13 20:21:00
Moim zdaniem amerykanie to najgłupsi ludzie na świecie np:dlaczego
tylko amerykanie widzą duchy???Oni mają jakieś urojenia!!!Albo jescze
jeden przykład:większość ludnosci na pytanie z kąd sie bierze mleko
odpowie ci że z kartonika ZAAAAAAAAL!!!!!!!!!Jakby co misac na e-mail
konior966@o2.pl
::jewgien2007-10-29 10:48:00
No tak. Ciekawe co na to ich psychologowie ? Może ci jeszcze muszą
zapytać swoich, co sądzą na ten temat psychologowie ich psychologów.
::brok2007-10-17 22:32:00
Bardzo ciekawy artykuł. Prawdą jest to że amerykanie są
niewykształconymi ignorantami. Jednak jesli chodzi o sprawe pojmowania
przez nich humanizmu to moge powiedziec tyle że samym humanizmem
człowiek się nie wyzywi i byc może amerykanie idą w kierunku dobrych
zarobków po to by zapewnic sobie godne życie, a to że nie wiedzą np.
gdie jest europa jest smutne, ale jakoś nie przeszkadza im to w byciu
najbogatszym i najpotężniejszym państwem świata.
::Vesper2007-09-13 17:20:00
CIEKAWY ARTYKUł WRESZCIE KTOS NAPISAL PRTAWDE NOBY AMERYKANIE
NAJMADRZEJSI...
::polskiwykształciuch2007-09-12 19:29:00
Rzeczywiście,więkoszość danych w tym artykule wymagałaby weryfikacji
jakkolwiek znane mi są podobne opinie na temat jakości amerykańskiej
edukacji.Nawet jesli w masie nie wygląda to najlepiej to jednak
właśnie oni mają Harvard czy MIT i reszcie daleko do tego poziomu.Tak
przy okazji warto uzmysłowić autorowi że pojęcie "humanista"
zwłaszcza w polskich szkołach i uniwersytetach oznacza po prostu
jełopa z matematyki,który nie wiadomo dlaczego ma w pogardzie
cyferki,procenty i te inne przebrzydłe ścisłe rzeczy.Humanistów-
badaczy o szerokich horyzontach i wiedzy rozległej jak w czasach epoki
Odrodzenia jest zapewne niewiele.To i tak nie oni ruszą naszkraj i
doprowadzą na poziom cywilizacyjny choćby takiej niewyedukowanej
Ameryki.
U nas nadal nie wypada nie znac poezji jakiegoś tam pana
Iksinskeigo,ale nikogo nie dziwi analfabetyzn funkcjonalny i
ekonomiczny oraz to, że nie wiemy jak działa np.żelazko.
::baTman 2007-09-12 09:48:00
a tak na marginesie :P daj numer gg agata może pogadamy :D hehe....
::baTman2007-09-12 09:46:00
1.batman nie był gejem
2.czasem uważam że amerykanie sa zbyt pewni siebie i taki artykuł
dobrze im zrobi
3.pi w zaokrągleniu to 3,1416 bo na końcu jes 9 ;p czyli w góre
"zaokrąglamy"
4.nikt nie wie czy ten tekścior jest prawdziwy czy też nie :D , więc
nie zgrywajmy kozaków ;p
::agata2007-09-04 18:25:00
nie macie innych problemow skad wiesz ze to prawda;>
::Nightmare2007-08-31 21:57:00
PI = L/D = 3,1415926535897932384626433832795... (=) 3,1416 (=) 22/7
(=) 355/113
::pj2007-07-20 12:17:00
wy debile .. pi sie nie zaokragla tylko przycina do potrzebnej ilosci
miejsc po przecinku
::xxx2007-07-17 20:01:00
Debil to był ten co to pisał milion w skrócie to nie min tylko mln
(min to minuta). Analfabetyzm niektórym się widocznie udziela :D
::Użytkownik anonimowy2007-07-15 18:08:00
Skoro pi to 3,14159 to zaokrąglając do czterech miejsc po przecinku
jest to 3,1416 ponieważ poprzednia cyfra to 9 ( 9 jest większe od 4
więc zaokrąglamy do góry ) czyli zamiast 5 po zaokrągleniu będzie 6.
Polecam powrót do ostatnich klas podstawówki.
::Hammer2007-06-09 18:20:00
::Alan 2007-05-12 21:51:00
Ale I tak głupsi już odemnie to on niebędą te Amerykanie. Bo ja t
tylko wiem gdzie leży Rosja komuna górą.

Hohoho, amerykański "odwet" (dodatkowo obrazujący IQ i
poziom wiedzy przeciętnego Amerykanina) xD... Patrząc na ilość błędów
od razu widać, że pisał to jakiś amerykański pajac, wirzący w
nietykalność i absolutną dominację swojego "dreamland-u" nad
całym Światem. I to jedyna rzecz, za którą cenię Amerykanów -
przynajmniej można się pośmiać z ich głupoty :-D.
::bog;]2007-06-07 23:55:00
piekne, piekne, uwielbiam ta zlewe z amerykanow, fajny filmik - mozna
wejsc na google i wpisac "rezolutni amerykanie";];]
polecam;];]
::moshchu (litllekiller@o2.pl) 2007-05-25 12:06:00
Ciekawy artykuł. Nie ma co się czepiać literówek bo to nie one
świadczą o jakości materiału a JEDYNIE treść. Jeśli te wszystkie dane
są prawdziwe to tylko współczuć Amerykanom. Inna sprawa, że cały ten
naród to ludzie, którzy przenieśli się głównie z Europy w
poszukiwaniu lepszego życia. Amerykanie mają jedno czym mogą kusić
inne narody a mianowicie - pieniądze. Dlatego nawet jeśli nie
posiadają tam ludzi dobrze wykształconych to i tak ściągają braki z
innych krajów przez co nauka amerykańska należy do najlepiej
rozwiniętych na świecie. Co z tego, że jest to efekt uzyskany głowami
ludzi, którzy z amerykańską edukacją mieli niewiele wspólnego?! Lepiej
zastanowić się jak rozwinąć gospodarkę u nas by nakłady na naukę były
większe i ludzie nie musieli wyjeżdżać tam gdzie dostaną lepsze
warunki pracy.
::xyz2007-05-21 00:12:00
Wiecie co? A ja uważam, że się czepiacie. Niech któreś z Was
wymadrzających się spróbuje napisać cokolwiek swojego, bo krytykować
jest łatwo! A poza tym, kto jest inteligentny ten się z kontekstu
domyśli co znaczy "min". I choć być może troszeczkę
przekoloryzowane gratulacje do autora!
::mmmmm2007-05-13 12:36:00
mało tego - w wielu miejscach widac jak na dłoni, że tekst był
tłumaczony z inneog języka - i do tego tłumaczony przez osobę bez
umiejętności tłumaczenia i znajomości owego języka.
::mmmmm2007-05-13 12:33:00
absolutny brak rzetelności, ba - ludzie, którzy nie mają pojęcia o
konieczności podawania żródeł takich danych jeszcze w to wszystko
uwierzą...
::koniczynka2007-05-13 12:16:00
Do wszystkich krytykujących małe błedy - nie przyszło wam do głowy, że
w trakcie pisania omskneła mu się ręka???. Sama piszę często na
internecie i też robie takie omyłki - ot, palec sam jakoś zszedł do
przycisku Alt. Tak, czy siak świetna praca!. Teraz tylko zamiast
innymi zajmij się nami - nasz poziom edukacji teraz idzie na łeb na
szyję w dół i o tym też przydałoby się coś interesującego napisać.
Pozdrawiam.
::3stan2007-05-13 00:11:00
,,[...] w USA żyje 27 min analfabetów i 45 min tzw. analfabetów
funkcjonalnych. ''

od kiedy osoby mierzy się w minutach? A jeśli nie, to od jakiej
jednostki jest skrót ,,min''?
::Alan 2007-05-12 21:51:00
Ale I tak głupsi już odemnie to on niebędą te Amerykanie. Bo ja t
tylko wiem gdzie leży Rosja komuna górą
::uzytkownik2007-05-12 21:45:00
> Wartość pi to w przybliżeniu 3.1415 a nie 3,1416. :P

pi to w przybliżeniu 3.14159 błędnie(tzn. 'zwyczajowo') zapisywana w
Polsce (niezgodnie z regółami zaokrąglania) jako 3.1415 a nie 3.1416.
A do śmiejących się z Amerykanów:
- Stolica stanu Teksas (z tego co sobie przypominam większy niż Polska
- 696 241 km^2 vs. 322 575 km^2 jeśli wierzyć Wikipedii)?

Co do wykstałcenia europejczyków - znam historię o francuzce, która
umieściła Polskę w Gujanie Francuskiej...
::do RAN2007-05-12 21:42:00
pi to 3,14159 wiec nie wiem jak ty to zaokraglasz.
::Mags2007-04-30 21:56:00
Ciekawy artykuł, niemniej jednak wypominając Amerykanom niski poziom
edukacji wypadałoby pisać poprawnie we własnym języku. Skrót od słowa
tysiąc to tys. a nie tyś. Pisze się wszakże tysiąc, a nie tyśąc.
::grzech2007-04-30 18:07:00
niezle, nie powiem, ale czy prawdziwe...
::Beny2007-04-30 01:59:00
Krótko pisząc: niezła wolnoamerykanka albo jazda bez trzymanki! :P
::zielony2007-04-28 18:25:00
dobry art. im wiecej czytam i slysze o tym jak glupi sa ludzie w US
tym bardziej zaczynam watpic w ten swiat ;). szok w trampkach
::Użytkownik anonimowy2007-04-28 06:52:00
Tak krytykujesz, a szkoda że nie znasz realiów. Ponadto żyje 27 min
" co to znaczy? Minut??
::RAN2007-04-28 01:19:00
Wartość pi to w przybliżeniu 3.1415 a nie 3,1416. :P
::Maro152007-04-27 22:54:00
Hmm... literowki literowki.. No i w wielu miejscach poglady autora
podane sa jako 'prawda objawiona', tudziez 'ja tak mowie wiec tak
jest', wynika to z braku cytowania zrodel. Stad artykul sprawia
wrazenie nie do konca wiarygodnego.

p&p
::LH2007-04-27 20:43:00
Przepraszam ale jak mozna ufac takiemu artykulowi jesli tu jest tyle
bledow. Np. "Co ciekawe, połowa osób, które osiągnęły najgorsze
wyniki, to absolwenci High School. Niektórzy z dyplomami tych uczelni
nie umieli w ogóle ani czytać, ani pisać."

High School to liceum nie uczelnia.

Reszty nie chce mi sie szukac.
Prosze nie obrazac innych narodow.
::Użytkownik anonimowy2007-04-27 19:06:00
Autor trzochę momentami wyolbrzymia, bo nie wszystko co pisze jest
prawdą. Faktem jest, że poziom edukacji w USA woła o pomstę do nieba,
ale śmiech ogrania cżłowieka jak widzi krytyka, który sam popełnia
błędy (tyś.? znaczy tyśęcy?) w tekście. A do uczelni pokroju MIT czy
Harvard niestety Europie sporo brakuje...
::kravietz2007-04-27 15:26:00
Takie badania to świetny sposób na leczenie kompleksów wobec kraju,
który ma - pomimo tego rzekomego debilizmu - wielokrotnie wyższe
nakłady na naukę i szkolnictwo oraz wyższe wyniki gospodarcze niż
dowolny kraj z jaśnie oświeconej Europy. Jeśli ktoś chce zobaczyć
realne wskaźniki to polecam:

http://www.eurochambres.eu/PDF/pdf_press_2007/09-TimeDistanceStudy5Mar
07.pdf
 ukryj komentarze