Ta strona nie byla aktualizowana od 2007 roku. Traktujcie ja jako archiwum.

Tatry Zachodnie: Wołowiec, Starorobociański - 27 - 29 stycznia 2006

Spis rzeczy
  1. O wędrówce..
    1. Wstępu słów kilka
    2. Jak zawsze - późno, ciemno, mroźno..
    3. Nie taki diabeł straszny :)
    4. Królowa w bieli
  2. Inne takie tam
    1. Zdjęcia
    2. Log z wyprawy
    3. Dokładny opis szlaku
    4. Podziękowania
    5. Linki do przydatnych stron na temat szlaku
    6. Wasze komentarze

Wstępu słów kilka Tematr Tatr zimą męczył mnie od dłuższego czasu. no bo ile w końcu można siedzieć w Beskidach.. :) Hmm fakt - w nieskończoność - ale powiedzmy sobie szczerze - czasem trzeba czegoś więcej :)
Problemem podstawowym był oczywiście sprzęt - zakupienie go nie ma sensu gdy w planach ma się dwa, trzy wypady na rok. Na szczęście to nie mój problem - moje plany zimowe są dość bogate - zresztą.. mam nadzieję, iż Tatry to początek czegoś więcej - w końcu już planuję Alpy na długi weekend majowy.. =]
Nie było ciężko wpaść na pomysł szlaku. W Tatrach II stopień zagrożenia lawinowego, idealna pogoda (bezchmurne, czyste niebo przez cały weekend) - w zasadzie można było iść wszędzie. No ale nie ma żartów - skoro pierwszy raz przejście zimowe to coś raczej delikatnego.. Decyzja prosta - Grześ. Jeśli się będzie szło dobrze - to pewnie Rakoń i może Wołowiec.
Generalnie dużo czytałem i słuchałem o chodzeniu po Tatrach Zachodnich zimą. Jednak opinie były bardzo zróżnicowane - ktoś podchodząc na Grzesia musiał się wycofać ze względu na bardzo silny wiatr, ktoś inny na Rakoniu pogubił drogi we mgle i zszedł na stronę słowacką... Nie ma co tutaj się zastanawiać - jest pogoda, głowa na karku, w niej zdrowo poukładane - trzeba się w końcu przemóc i iść :)
Problem był jednakże z doborem towarzystwa. Większość osób, z którymi zazwyczaj gdzieś chodzę cierpiała na braki sprzętowe. Druga część i owszem - w Tatry chętnie - ale albo po sesji albo tylko w Tatry Wysokie... Dorwałem grupę ludzi z PZA - chcieli zrobić sobie spacerek, zdjęcia i takie tam. W piątek wieczór mieli być w Dolinie Chochołowskiej... Towarzystwo doborowe - w takiej sytuacji już bez większych przeszkód i stresu mogłem jechać. Jeszcze tylko uspokoić rodzicieli - jak to zawsze bywa... :)

Jak zawsze - późno, ciemno, mroźno.. Nie znając specjalnie ludzi, z którymi się wybierałem, nie znając ich planów ("zobaczymy jak będzie, kiedy wstaniemy itd...") nie chciałem ryzykować wyjazdu z Krakowa o 3.40 - problem mój polega na tym, iż wcześniej niż 24 nie jestem w stanie zasnąć siedząc w mieście.. a w przeddzień wyjazdu zawsze jednak jakaś adrenalina uderza do głowy i nie śpi się już prawie wogóle. Dlatego stwierdziłem, ze zdrowiej sobie odpocznę gdy od razu po pracy w piątek zbiorę się pojadę - nawet gdybym miał późną nocą dotrzeć do schroniska..
No i tak też było. Z syndromem dnia poprzedniego walczyłem cały piątek. Na szczęście po pracy udało się jakoś spakować tobołki. Syndrom ów (zwany potocznie kacem) zatriumfował tym, iż zapomniałem wziąć ze sobą prochów (czyli jakichkolwiek lekarstw just in case) - trudno. Gorzej bo nie kupiłem filmów do aparatu (a w środku pozostałość po Hali Krupowej - może 8 klatek).. Będzie trzeba kupić w schronisku.. baterie do czołówki - podobnie - te co w czołówce to już jakieś niedobitki..
Tak czy owak dotarłem w końcu taksówką na dworzec (inaczej nie było szans zdążyć na autobus), tam okazało się, że w owym autobusie praktycznie nie ma gdzie się wcisnąć (Adam Małysz... skoki w Zakopanem) - a w moim stanie nie było mowy o staniu między siedzeniami przez 2-3h. Chodzenie to inna bajka - ale stać w zaduchu.. brrr. Szczęście, iż na stanowisku obok stał również autobus do Zakopanego - tyle, że państwowej linii - ale za to pusty :) Co prawda jego godzina dojazdu nie za bardzo mi pasowała (5 minut po odjeździe autobusu do Czarnego Dunajca - jedynego środka transportu do Doliny Chochołowskiej) - no ale nie miałem wyboru. Najwyżej się przekimam w jakiejś kwaterze..
Szczęście chciało, iż mój autobus przyjechał troszkę wcześniej niż było to w planach (tu dzięki dla kierowcy :D) natomiast autobus do Doliny Chochołowskiej spóźnił się z 15 minut. Niestety nie miałem odwagi iść na jakiekolwiek zakupy - skoro stanęła przede mną taka szansa transportu.. :D
Przejeżdżając przez Zakopane wszędzie było czuć turniej skoków, który miał się odbyć dnia następnego. W wielu miejscach rozwieszone flagi krajów, które miały być reprezentowane przez skoczków, wielu podpitych kibiców, wiele okrzyków.. Niesamowity klimat :) W takiej właśnie atmosferze dojechałem do dolinki. Tutaj wysiadłem i prawie zostałem sam na sam z ulicą.. prawie bo po drugiej jej stronie stał patrol Straży Granicznej. Ale panowie raczej mało rozmowni - z ich wyrazu twarzy mogłem raczej odczytać: "co za ^$%^$% w taki mróz pcha się gdzieś w góry - i to jeszcze nocą..." :)
Przy wejściu do Dolinki stoi jakiś zajazd - ze środka doszedł mnie jakis rumor - cóż - w sumie to siadłbym na jakąś kolację. Przed wejściem kilku miejscowych stoi przy autach. Śmieszna sprawa - auto stojące przy wyjeździe na drogę jest związane liną holowniczą z autem stojącym na podwórku.. tyłem do tego pierwszego :D I bynajmniej nie w tym rzecz, że auto nie mogło zapalić - kółko mu przymarzło i się nie kreciło. więc panowie chcieli je rozruszać. Ale holowanie auta obróconego tyłem wygląda na prawde komicznie :) No ale tyle - w końcu wszedłem do środka. Tam pośród gwaru rozmów znalazłem zaciszny kąt, coś przegryzłem i w drogę.
Droga przez dolinę przebiegała strasznie monotonnie. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, iż było to kilka razy nudniejsze niż za dnia, kiedy to przynajmniej jakieś szczyty widać naokoło. Ale w nocy... fakt - noc była bezchmurna i niebo po prostu lśniało.. ale księżyca ani widu ani słychu - dlatego na dole było ciemno. Ciemno i cicho... wiatr czasem w uszach - a tak to ani zwierzyny, ani potoku... Bardzo nieprzyjemnie.
Na polanie Huciska oczywiście musiały mnie dopaść chore urojenia. Doskonale się już nauczyłem tego, iż chodząc samemu po nocy w górach pierwszym Twoim wrogiem jest zawsze Twoja własna wyobraźnia - należy ją od razu wyłączyć - nie słuchać. Wyobraźnia właśnie powoduje, iż każdy krzak wygląda jak niedźwiedź, wilk czy cokolwiek czego się tylko obawiamy. Szum potoku zamienia się w podejrzane szuranie gdzieś w ciemnościach a ewentualny plusk wody jest pewnym stąpaniem niebezpiecznego zwierza... Sęk w tym, iż ja już nie pozwalam sobie na takie wybryki - pamiętam jesień 2004 roku kiedy to sam się wybrałem na przejście Worka Raczańskiego nocą.. wtedy to właśnie oduczyłem się już zupełnie myśleć o czymkolwiek nieprzyjemnym - nauczyłęm się też wyłączać wyobraźnię aby nie próbowała mi podpowiadać głupot.. :P Ale do rzeczy - na owej Polanie Huciska gdy to zacząłem sobie biesiadować usłyszałem kilka szmerów - standard. Ale wtedy to zacząłem się zastanawiać - wszystko przez te chore tabliczki TPNu. Stałem przed jedną z nich zajadając jakąś bułkę i zapijając herbatą. A tam napisane jak byk: "uważać na niedźwiedzie, wystrzegać się spacerów w godzinach żerowania - czyli w nocy" i takie tam.. Kurcze. Jest zima - misiu smacznie śpi. A może nie? A może jednak się obudził? Może poczuł moje żarełko i już tutaj sobie wędruje.. W którą stronę wogóle uciekać? Gdzie się oddalić.. Brrr. Chodźmy się przywitać z miśkiem... Na tym się zakończyły majaki - zlazłem polanę naokoło, poświeciłem tu i ówdzie, zwyzywałem się od idiotów i poszedłem dalej.. :)
Już bez postojów - do schroniska zaszedłem późną nocą. Tam jeszcze z żalem i wyrzutem sumienia zbudziłem przemiłą panią z obsługi aby mi wskazała gdzie spać i już mogłem sie udać w objęcia Morfeusza.. :) Ale jeszcze nie tak prędko. Jeszcze szybciutka kolacja, przepakowanie aby nie hałasować w pokoju (ktoś w nim ponoć śpi) i powoli, do samej góry... pokój 301.
Gdy wszedłem do środka starałem się - jak zazwyczaj - nie hałasować za bardzo. Nie mogłem tylko czołówki odpalić - coś się przyklinowało - lecz głos z pokoju powiedział spokojnie: "Proszę sobie zapalić światło...".

Nie taki diabeł straszny :) Wstałem rano. Wyszedłem przed schronisko zrobić jakieś fotki wschodu słońca. Oczywiście nie zrobiłęm żadnej - wyszedłem kilkanaście minut za wcześnie, a czekać mi się nie chciało - wolałem spakować bety i iść w górę :) Gdy wróciłem do pokoju, głos z pokoju okazał się być młodym turystą o imieniu Wojtek :) Szybko się zapoznaliśmy, okazało się, że mamy podobne plany, więc zdecydowaliśmy się połączyć siły :)
Śniadanie minęło szybko. Jajecznica + zupa mleczna - całkiem niezłe - aczkolwiek jajecznicy mało i bez kiełbasy.. trudno. Przepakowaliśmy bety, żeby nie targać ze soba niepotrzebnych szpejów i wyszliśmy na szlak. Do samej grani szło mi się bardzo źle. Wojtek mnie odstawił na dobrych kilkanaście minut. Fakt, że byłem niewyspany, nie zaaklimatyzowany i nie rozchodzony - ale jednak miałem nadzieję, że będzie lepiej. Co do samej trasy - pogoda była niesamowita. Na niebie żadnej chmurki - śnieg zmarznięty na tyle, iż szło się jak po betonie. Szlak w lesie wydeptany, więc nogi nie miały dodatkowej pracy.. :)
Na przełęczy pod Grzesiem zrobiłem sobie chwilkę odpoczynku. Wojtek był już dość daleko. Nigdy na nogach nie maiłem jeszcze raków, więc zacząłem się zastanawiać - wkładać czy nie? Hmm - w sumie po cholerę - idzie sie na prawdę bardzo dobrze. Powolnym tempem doszedłem na Grzesia (1652m) - tam już Wojtek stał i robił zdjęcia. Przekąsiliśmy coś, załadowaliśmy herbatę i.. przywitaliśmy się. Fakt - nie wspomniałem o tym, iż do tej pory nie znaliśmu swoich imion :) Lecz w tej chwili gdy już wyszliśmy na szczyt - wypadałoby :D
Naokoło nas.. krajobraz namalowany niczym z bajki. Patrząc od Beskidu Sądeckiego można było jak na dłoni rozpoznać Rycerzową, Skrzyczne, Pilsko, Policę, Halę Krupową.. Babia Góra oczywiście malowała się najpiękniej - w końcu królowej wypada :) Dalej oczywiście Pieknie wyszedł Turbacz, Gorc, Lubań (choć co do niego miałem wątpliwości) - no i Pieniny... ehh - tego dnia możnaby przeegzaminować kandydatów na przewodników w SKPG :) A co do Tatr.. cóż dodać - Rakoń i Wołowiec wyglądały bardzo dumnie :) Ornak, Trzydniowiański, Kończysty, Starorobociański... cóż - kryły się troszkę, gdyż za nimi widać już było Tatry Wysokie.. Zarówno Świnica jak i Zawrat górowały nad Kasprowym czy Czerwonymi Wierchami - nic więcej dodać - widoki przepiękne - lecz zimą pierwszy raz było mi dane je oglądać. Wojtek nawet zwrócił uwagę na coś co wyglądało na... Giewont? Ano faktycznie - kawałek wyszedł :) No i oczywiście Rohacze - szczyty, które są moim marzeniem odkąd tylko u ich stóp na Słowacji na nartach brykałem - hmm - jeszcze chwilkę.. w lecie nudno - w tym roku jeszcze - zimą - niech tylko przyjdzie odpowiednia pora :)
Wojtek poszedł w kierunku Długiego Upłazu. Ja jeszcze pakowałem bety i cykałem fotki. Po chwili poszedłem za nim. Minęło kilka minut i dotarło do mnie jedno.. hmm - przecież tutaj w lecie zawsze się szło w kosówce - a teraz nic - biały beton... :D Ahh niesamowite :) Mknąc tym betonem dalej (istotnie mknąc - szło się relatywnie szybciej niż latem - krok żwawszy lecz zmęczenie nachodziło prędzej) - doszedłem do podejścia pod nie nazwany szczyt (1735m - leży mniej więcej w połowie drogi z Grzesia na Rakoń na Długim Upłazie). Tutaj zaczęło się strome podejście. Po kilku krokach stwierdziłem, iż jednak czas na sprawdzenie jaki pożytek przynoszą raki :) Usiadłem na dupie i zacząłem je zakładać. Na szczęście w czwartek po zakupach wyregulowałem je odpowiednio - nie wyobrażam sobie gdybym miał to robić teraz - sprzęt świetny, lecz regulacja jest istną mordęgą - mam na myśli samo ustalenie długości. Aby to zrobić trzeba przytrzymać naciśnięte metalowe ustrojstwa tak aby koluszko przytrzymujące w stałej pozycji główny szkielet raka zostało zwolnione i aby można było tenże szkielet poruszyć celem skrócenia / wydłużenia. Sęk w tym iż do wciśnięcia tychże ustrojstw potrzeba dwóch rąk. A trzecią do regulacji... Na szczęście jakoś sobie z tym w czwartek poradziłem siejąc naokoło najróżniejsze przekleństwa..
Muszę powiedzieć, iż uczucie niesamowite. Pierwszych kilka kroków zastanawiałem się wogóle jaką techniką powinienem się poruszać. Stok dość stromy, więc raczej ciężko było kłaść na płasko całą stopę na śniegu - zacząłem więc wbijać przednie zęby raków jednej nogi w beton, przeciwległy kijek w śnieg, druga noga, drugi kijek.. po kilku minutach odnalazłem dobry rytm - tempo, które mi najlepiej odpowiadało. Może i szedłem troszkę wolniej niż bez raków, ale za to stabilniej i spokojniej - a o to w końcu chodzi. Po przejściu jednej trzeciej podejścia musiałem chwilkę odpocząć. Łydki miałem jak ze stali - no ale tak powinno być w sytuacji gdy idzie się prawie na palcach :) Kilka metrów dalej śnieg już nie był tak betoniasty - był troszkę głębszy. Tutaj znów łupałem całą nogę w śnieg - stopnie robiły się same. W samych butach musiałbym istotnie łupnąć o wiele mocniej - pewnie tego bym nie robił a szedł płaską stopą..
Gdy już doszedłem na szczyt, rozpoztarła się przede mną cała droga prowadząca na Rakoń. Grań bardzo przewiana - w wielu miejscach wystawały kamienie, ziemia a nawet trawa.. Ściągnąłem raki i powiesiłem na torbie fotograficznej - nie chciało mi się ściągać plecaka i przyczepiać ich z powrotem na jego boki, za siatkę, troki itd. Z takimi wiszącymi zębami powoli zacząłem iść w kierunku Rakonia. Wojtek był już w połowie podejścia. Z tego co widziałem robił sobie już coraz więcej postojów - nie dziwne - jednak trasa jest poniekąd męcząca.
Gdy doszedłem na szczyt Rakonia (1876m) Wojtek akuratnie zapijał się herbatą. Rzuciłem bety na śnieg i dołączyłem do niego. Coś zjedliśmy, zrobiliśmy sobie fotkę z rodzaju "Winter Expedition 2006", ja się podzieliłem uwagami dotyczącymi chodzenia w rakach i cóż.. zapadła decyzja, iż warunki są tak idealne, iż Wołowiec to będzie zwykłe podejście - w sumie to pestka. Wojtek więc wyruszył przodem - ja jeszcze chwilkę pozostałem na szczycie aby dokończyć posiłek.
Po drodze na Rakoń zastanawiałem się nad tym, co mi chodziło po głowie od kilku dni kiedy to planowałem tą trasę. W jaki sposób wrócić z Wołowca do Doliny Chochołowskiej. Szlak zielony z przełęczy pod Wołowcem odpadał - prowadzi on przez żleb lawinowy, który był wręcz przepełniony śniegiem czekającym tylko na nieszczęśników. Warunki na lawinę idealne - zejście się kilku ścian, strona zawietrzna, spory śnieżny nawis na grani od Rakonia do Wołowca.. nie - tak jak myślałem - tędy nie ma mowy. Wcześniej jednak przechodząc przez owy nie nazwany szczyt zwróciłem uwagę na grań opadającą swobodnie w kierunku Wyżniej Doliny Chochołowskiej. Hmm - to będzie chyba dobra decyzja. Gdzieś się tam przetrawersuje później zbocze tej grani i dołączy do szlaku.
Gdy wychodziłem z Wołowca w kierunku Rakonia Wojtek już rozpoczynał główne podejście. Wszedłem na grań i spojrzałem na jej koniec - po stronie zawietrznej (żleb opadający na Wyżnią Dolinę Chochołowską) utworzył się niesamowity nawis śnieżny. Idąc granią, w przypadku gdyby na niego nie zwrócić uwagi, niedoświadczony turysta mógłby na niego wejść myśląc, iż to część grani przysypana śniegiem.. Lepiej nie myśleć co by się stało gdyby ktoś istotnie próbował maszerować tymże nawisem. Lecz nie jest wcale tak łatwo odnaleźć idealną ściężkę dla siebie. Trzeba wziąć pod uwagę dwie sprawy - po pierwsze - z jednej strony nie za blisko bo możemy wejść na uw nawis - z drugiej strony jednak również nie można odejść za daleko, gdyż tam jest już przepaść, grań się kończy, śnieg staje się głęboki i tylko czeka, aby zafundować turyście, który na niego wejdzie przejażdżkę na dół.. Jednak znalazłem jako - taki złoty środek. Sam nawis śnieżny tworząc się pozostawia płaski wierzchołek, dzięki czemu wygląda to tak, iż mamy na kilka metrów szeroki, poziomy pas śnieżny zakończony z jednej strony końcem nawisu (przepaścią) a z drugiej ostrym spadkiem grani (po stronie nawietrznej). Początkowo szedłem przy samym początku owego płaskiego pasa patrząc od strony nawietrznej - tak, że po lewej stronie pozostawiałem cały poziomy nawis a kilka metrów po prawej stronie miałem ostry spadek grani. Jednakże w tym miejscu śnieg okazał się być troszkę kopny - dlatego przybliżyłem się bardziej do strony nawietrznej, gdzie znów odnalazłem swój beton :) W zasadzie najlepiej wybrać sobie właśnie takie miejsce, gdzie śnieg jest twardy - oznacza to, iż jest to właśnie początek owego nawisu - miejsce, gdzie pod nogami na pewno mamy grań i nigdzie nie pofruniemy :)

Doszedłem w ten sposób do początku podejścia na Wołowiec (2063m). Spojrzałem w górę - Wojtek znów gdzies daleko.. No nic - znów usiadłem na dupie, założyłem raki i rozpocząłem podejście. Szło się raczej średnio - podejście pod Wołowiec jak zawsze strome. Czasem wystawały gdzieniegdzie kamienie, na które trzeba jednak bardzo uważać. Po stronie nawietrznej oczywiście kuszący pas śniegu, po którym wydawałoby się, iż iść się musi bosko - lecz to również nawis śnieżny utworzony przez wiatr.. Szedłem prawie szlakiem - czasem spod śniegu wystawał kamień z oznakowaniem. Lecz zasadniczo na szlak kompletnie nie zwracałem uwagi od samego początku dnia. W zimie szlak niekoniecznie prowadzi przez miejsca bezpieczne - niekoniecznie optymalną ścieżką - często wybiera się swoją własną alternatywę danej drogi - tak aby było bezpiecznie i w miarę logicznie.
Końcówka podejścia charakteryzuje się już dość dużą stromizną. Podchodzenie ze szpejami wygląda dość smiesznie - kilkanaście kroków, stop, kilka wdechów, kilkanaście kroków, stop.. itd. O ile się ma dwa kijki w rękach to jeszcze pół biedy. Ja jednak zdecydowałem się tutaj wyciągnąć już czekan. Jest na tyle stromo, iż w przypadku przewrócenia się dupozjazd jest całkiem prawdopodobny. A hamowanie kijkami jest raczej niemożliwe - o rakach nawet nie wspomnę :) Technikę podejścia na czekanie i jednym kijku obmyśliłem już w drodze do Zakopanego. Zasadniczo czekan mamy przytroczony do ręki ruchomym paskiem (porusza się po całej długości styliska) - w ten sposób w przypadku gleby czekan pozostanie raczej w ręce. Kijek natomiast nie jest przytroczony - niech frunie w cholerę i nie przeszkadza... :) Kupując czekan zdecydowałem się na jego krótszą wersję - właśnie ze względu na to, iż jednak mam kijki. Teraz podchodząc czekan trzymałem w ręce znajdującej się bliżej stoku - kijek natomiast w drugiej, która była ustawiona od stoku. Dzięki temu w przypadku ew. gleby mogę zawsze wbić stylisko czekana w śnieg i nawet nie pojechać.
Gdy dochodziłem do szczytu Wojtek schodził już na dół. Okazało się, że na górze piździ, więc szuka spokojnego miejsca do zjedzenia czegoś. Zostawiając go za sobą poszedłem na szczyt. gdy wszedłem na górę... zaparło mi dech w piersiach (prawie - troszkę zdyszany byłem i oddychałem dość równo :P). W każdym bądź razie widoki były po prostu niesamowite. Nigdy wcześniej nie byłem zimą w taką pogodę w tej części Tatr na tej wysokości.. Było po prostu niesamowicie. Panoramy, które podziwiałem z Grzesia okazały się tylko malutką i skromniutką namiastką tego, co przywitało mnie tutaj.. Cóż dużo mówić - długo robiłem zdjęcia, schodziłem szczyt w tą i tamtą stronę, oglądałem, przyglądałem się kolejnym szczytom, po raz kolejny skląłem fakt, iż nadal mi się nie udało przejść z Wołowca na Jarząbczy Wierch, dalej Kończysty i na dół... cóż - myślałem o tym kilka miesięcy temu gdy z JUBIm stanęliśmy na Wołowcu wczesną jesienią. Ale teraz..? Jest 13 godzina.. w zasadzie dojść do Kończystego a dalej już po nocy można spokojnie czerwonym szlakiem schodzić.. No ale jednak nie - bez przesady. Plan był taki jaki był - nie modyfikujmy go, nie przesadzajmy - w górach jednak trzeba się trzymać pewnych sztywnych reguł. Owszem - są wyjatki - np.latem w Gorcach różne dziwactwa się wyprawiało. Zresztą zimą też - lecz tam jednak zawsze mieliśmy pod ręką jakiś plan w przypadku niepowodzenia. A tutaj? Chyba tylko TOPR - ludzi naokoło żadnych - szkoda myśleć coby trzeba było zrobić w przypadku problemów.
Na Rakoń schodziłem spokojnie - czekan, noga, kijek, noga, czekan, noga... itd. Zauważyłem, iż po kilku godzinach chodzenia faktycznie już wypracowałem sobie kilka technik chodzenia w tym żelastwie. No i dobrze - jeden problem z głowy :) Najtrudniejszą częścią zabawy z rakami jest chyba decyzja kiedy je ściągnąć a kiedy założyć. Łatwiej się ją podejmuje przed południem gdy człowiek jest jeszcze świeży - później już przy zejściu nie zawsze się chce. Ale jednak głupio byłoby złamać sobie ząb na kamieniu.. Doszedłem Do Rakonia - Wojtek czekał gdzieś na grani poniżej przy początku podejścia. Ściągnąłem raki, zamieniłem z powrotem czekan na kijka, coś zjadłem i akurat doszło na szczyt dwóch turystów od strony Grzesia. Zamieniliśmy kilka zdań, spytali się o warunki na podejściu na Wołowiec, pogadaliśmy chwilę o sprzęcie i na tym skończyliśmy spotkanie - musiałem schodzić w dół.
Podczas schodzenia z Rakonia minąłem jeszcze dwie osoby - młodzi goście z nartami na plecach. Nie rozmawiałem z nimi - tylko szybkie "cześć!" - im wystarczyło i tyle - byli dość obładowani i widać, że troszkę umęczeni targaniem tych szpejów na górę. Najwyraźniej chcieli zjechać żlebem z Rakonia na Wyżnią Dolinę Chochołowską. Gdy doszedłem do Wojtka wyjaśniło się dlaczego czeka akurat w tym miejscu. Od grani w kierunku środkowej części źlebu poprowadzone były tyczki (wcześniej ich nie widziałem :o) - wytyczały one zimowy szlak zejściowy. Co prawda gdy spojrzałem w które miejsce one prowadzą to troszkę się zdziwiłem. Przecież przy średniej lawinie ten szlak byłby przysypany.. Hmm. No ale ok - schodzimy nimi na dół - nie zapowiada się, żeby cokolwiek dziś miało schodzić. Chyba, że ci narciarze w nas czymś sypną..
Nie zeszliśmy niżej niż 50 metrów gdy pomyślałem, iż w sumie taki zjazd żlebowy owych narciarzy to niezły temat na zdjęcia. Żleb jeszcze oświetlony promieniami słońca, w torbie moje 80-200 - no nic tylko zatrzymać się i czekać :) Tak też zrobiliśmy. W tym miejscu znalazłem kolejną funkcję czekana. Wbijam go w śnieg na zboczu a na nim obwieszam szpeje - dzięki temu nie muszę sie martwić o to, że cos mi zjedzie na dół :) Kijki tej roli nie spełniały, gdyż w betonie ciężko je wbić głębiej. Skoro już siedliśmy to zaczęliśmy jeść i pić - coś robić trzeba :) Zamieniliśmy kilka słów i ciągle spoglądaliśmy w góre na narciarzy - może w końcu się zdecydują.. Przy okazji wymieniłem szkła w aparacie, obejrzałem przez 200kę turystów podchodzących pod Wołowiec i... nic. Narciarzy ni widu ni słychu. Może zjechali na stronę Słowacką? Z jednej strony bez sensu bo tamta dolina pod Rohaczami to dopiero istne lawinisko w zimie. Choć w sumie gdyby tam zjechali to mają kawałek drogi do wyciągów narciarskich... hmm. no nic - zmieniłem z powrotem szkło na 28-85, podszedłem do wystających czubków kosówki i zacząłem robić jakieś makro. Gdy już mi się znudziło zrobiłem fotki Wojtkowi. Chwilę później zdecydowaliśmy się schodzić. Promienie słońca opuściły już żleb - ze zdjęć już nic by nie wyszło - po ciemku to już nie to samo..
Rozpoczęliśmy zejście. Powoli kierowaliśmy się zboczem grani w kierunku szlaku (było widać ścieżkę). Na dole czekał na nas dość głęboki śnieg - ściągnąłem raki, przypiąłem czekan i dalej juz standardowo na kijach. Jeszcze chwilę się zastanawiałem czy jest sens zostać gdzieś tutaj i nie zrobić zachodu słońca - ale jednak zadecydowaliśmy wracać. Gdzies po drodze urodziły się plany na niedzielę - Starorobociański Wierch. Dlatego też lepiej się wyspać - szczególnie, iż chciałem zrobić rano wschód słońca z Trzydniowiańskiego Wierchu.
Gdy przybyliśmy do schroniska okazało się, że do nas do pokoju wprowadziły się dwie dziewczyny. Póki co były gdzieś na szlaku. My udaliśmy sie do pokoju - jedzenie, przebieranie i na dół.. W bufecie zamówiłem sobie barsz czerwony z uszkami (rewelacja... miodzio :D) a do tego kotlet Chochołowski z ziemniakami i surówką. Do obiadu oczywiście browar :) Nauczony doświadczeniem piwo przyniosłem sobie ze sklepu - jeszcze z Krakowa. W schronisku tenże boski trunek kosztuje coś koło 7/8pln.. Później rozpoczął się konkurs skoków w Zakopanem.. oglądnęliśmy naszych reprezentantów, poklęliśmy na Finów (fińskie podium, adam czwarty..) i poszliśmy do siebie do pokoju. W międzyczasie pojawiły się dziewczyny. Okazało się, iż były na Ornaku. Dowiedziawszy się od nich, jakie panują warunki w okolicach Ornaka zaczęliśmy planować trasę na dzień jutrzejszy - czyli niedzielę. Ja koniecznie chciałem zrobić wschód z Trzydniowiańskiego. Wojtek tam już był w piątek, więc stwierdził, iż podejdzie od przełęczy Iwaniackiej poprzez Ornak i spotkamy się gdzieś w okolicach Starorobociańskiego Wierchu. Tyle - klamka zapadła. Dopiliśmy piwa i powoli koło 21 położyliśmy się spać.

Królowa w bieli W nocy jakies koszmary senne - wolałem o nich nie myśleć - potraktowałem je tak samo jak wszelkie majaki, które pojawiają się w mojej głowie w trakcie samotnej wędrówki po górach nocą. Nie zwiastuje to zupełnie niczego - to po prostu jakaś chora imaginacja - efekt dziwnych rozmów, narzekań abym nie chodził w Tatry zimą itd... Duchy zostały odgonione - przepędził je budzik w komórce. Wybiła 3.15 - czas wstawać. Zebrałem poukładane dzień wcześniej szpeje i na palcach opuściłem pokój. Poszedłem na dół - tam załadowałem śniadanie. Gdzieś po drodze spotkałem jeszcze dwóch gości - pokazało się, że też idą na wschód robić zdjęcia spod Trzydniowiańskiego - super - co prawda chciałem przeżyć wschód na absolutnym pustkowiu, ale co tam - next time - przynajmniej będzie jakieś towarzystwo :)
Samą drogę na Trzydniowiański opiszę krótko: ciemno, nieciekawie i cholernie męcząco. Kto zna czerwony szlak na Trzydniowiański prowadzący z Doliny Chochołowskiej ten wie co mam na myśli. W zasadzie całość podejścia na grań jest tak samo stroma prawie od początku a nachylenie podejścia przypomina ostatnie metry szlaku na Wołowiec.. słowem koszmar. Tyle dobrego, iż w ostatniej fazie przed opuszczeniem lasu pojawiły się niesamowite widoki na Tatry Wysokie.. Gwieździste niebo, cisza, góry, noc... bosko.
Gdy doszedłem na grań założyłem raki - raczej dla zasady. Grań jest bardzo szeroka, w wielu miejscach wystawały kamienie - wolałem jednak idąc sam zachować maksimum ostrożności - i tak nie szedłem szybko - zasadniczo w rakach osiągałem tą samą prędkość. Powoli po lewej stronie (czyli na wschodzie) za masywem Ornaku poczęło się robić coraz jaśniej. Lecz do wschodu pozostawała jeszcze minimum godzina. Szedłem dalej - Trzydniowiański nie był już daleko - ale co tam - najwyżej zrobię wschód z innego miejsca - gdzieś wyżej - nawet to i lepiej. Byle mi słońce nie wskoczyło za Starorobociański bo będzie nieciekawie.. Idąc granią ciągle wypatrywałem owych dwóch gości, którzy wyszli przede mną. Ale coś nie mogłem ich wypatrzeć. Może poszli na Kończysty? Co prawda dziwny to byłby pomysł - jeden z nich bez plecaka, z samym aparatem, drugi z termosem w plecaku - ale jakoś tak dziwnie - taki spontan - wyjście tylko na wschód.. Hmm dziwne. Może się pogubili w lesie?
Gdy dotarłem na Trzydniowiański Wierch (1758m) jasne było, że tych gości nigdzie na grani nie ma - przede mną rozpościerała się droga na Czubik oraz trawers Czubika wraz ze szlakiem na Kończysty. Wyszli jakoś 20 - 30 minut wcześniej - nie odstawiliby mnie przecież na 1,5 godziny - bez jaj.. Hmm - zacząłem się rozglądać za siebie, po grani, zboczach.. Już w lesie szukałem ich świeżych śladów (na szlaku były ślady sprzed kilkunstu godzin) - nie mogłem ich znaleźć nigdzie. Ale po drodze lasem były ze trzy, może cztery miejsca, w których niedoświadczony turysta mógł pójść w złym kierunku - albo próbować sobie skrócić drogę. Jednakże należy pamiętać o tym, iż zimą ciężko jest skrócić drogę, gdy szlak jest udeptany - zazwyczaj wszystko co poza szlakiem jest po prostu zasypane śniegiem i w najlepszym przypadku będziemy dreptać w śniegu po kolana.. No nic - zapewne zgubili się w lesie..
Chwilkę po wyjściu z Trzydniowiańskiego rozpoczęło się robić coraz jaśniej. Góry na zachód ode mnie pokryły się różowymi barwami - niebo spowiły czerwone pasy.. dobra - czas dobrać miejsce, z którego będę cykał fotki :) Nie musiałem długo szukać - cała grań wyglądała w każdym miejscu podobnie. Szybko walnąłem szpeje na śnieg i wyciągnąłęm sprzęt. Hmm... 1/4 to za długo abym robił z ręki.. statywu nie ma. No tak - trzeba odkręcić polara. Zrobiłem kilka fotek i w chwili gdy słońce rozpoczęło się wyłaniać zza gór zacząłem się w nie patrzyć w zasadzie tępym wzrokiem - to była chwila zadumy, kontemplacji.. Jest to ta chwila, w której człowiek myśli o wszystkim i o niczym - w której przed oczami przebiegają mu wszystkie dotychczasowe przeżycia, momenty triumfu czy porażki - tylko po to by po chwili nie myśleć o niczym - po prostu spoglądać w ten niesamowity spektakl, który szykuje nam przyroda. Dla takich chwil można poświęcić bardzo wiele. Wystarczy przeżyć to raz aby później bez chwili zastanowienia wstać w środku nocy i w zupełnych ciemnościach, podczas absurdalnego mrozu brodzić w terenie, który bynajmniej nie został stworzony po to, aby człowiek mógł po nim spokojnie stąpać. Lecz to jest właśnie to co czyni nas ludźmi - chęć przeżywania, ciekawość i dążenie do samospełnienia.
Wschód się skończył. Zwinąłem szpeje i skierowałem się wkierunku Kończystego Wierchu. Widziałem trawers, którym mógłbym spokojnie ominąć Czubik (1845m) - lecz nie skorzystałem z niego. Po pierwsze - granią zawsze bezpieczniej, po drugie idąc nią oświetlało mnie słońce - a po trzecie w końcu - zawsze ów Czubik trawersowałem latem - czemu by o niego w końcu nie zahaczyć..? Mam w końcu tyle czasu jeszcze.. Gdy dotarłem na jego szczyt rozglądnąłem się naokoło - szukałem gdzieś na Długim Upłazie dziewczyn, które nocowały z nami w pokoju. Planowały obejrzeć wschód z Grzesia.. hmm - wzrok chyba nie ten - nie widziałem nikogo. A po krótkim zapoznaniu się z dziewczynami byłem praktycznie pewien, że one istotnie wstaną i pójdą. No nic - wzrok cokolwiek zmęczony i ciężko mi odróżnić ludzkie postacie od czarnych punktów wytyczanych przez czubki kosodrzewiny, czy przez wystające kamienie lub trawę ze śniegu. Poza tym.. wypadałoby w końcu zafundować sobie lornetkę :)
Podejście pod Kończysty było istotnie absurdalne. Owszem - kryzys mi minął już w chwili wejścia na grań - lecz nie o kryzysie tu mowa. Na tym podejściu zrozumiałem jeszcze dokładniej co znaczy zimowe podejście po ostrym nachyleniu. Oj ciężko to idzie. Kilka, kilkanaście kroków i postój. I w tym mniej więcej tempie - takim rytmem się idzie. Owszem - w lecie jednak chodzi się trawersami - lewo skośnie, prawo skośnie - niczym halsowanie się w ostrym bajdewindzie żeglując pod wiatr. Lecz tutaj tego nie czyniłem. Jedna noga - ryp w śnieg, czekan, druga noga, kijek. I tak do samej góry.. Piękna sprawa.
Na Kończystym Wierchu (1993m) zauważyłem koniec śladów. Najwyraźniej resztę ich przewiało - pewnie nikt się na Starorobociański w ciągu kilku ostatnich dni od tej strony nie ładował. Spojrzałem dokładnie na grań prowadzącą na podejście na królową tej części Tatr. Nie wyglądała jakkolwiek inaczej niż to co do tej pory widziałem. Samo podejście przypominało rodzajem śniegu podejście pod Wołowiec (tj. ubity, przymarznięty, miejscami przewiany). No cóż - szkoda czasu - piździ tu dość - zejdę na Rackovo Sedlo (1965m) i coś sobie wszamam.
Po bardzo wyczerpującym podejściu na Starorobociański Wiech (2172m) w końcu stanąłem na szczycie. Szpeje zachaczyłem czym się dało o słup wyznaczający szczyt. Z samym już czekanem i aparatem poszedłem na południe granią szczytową - jest tam kilka metrów grani, z której można złapać ciekawe ujęcia. Pamiętam z lata, iż idzie się tutaj po dość dużych głazach. Teraz oczywiście szło się po zmarzniętym śniegu. Gdzieś w połowie w końcu nie wytrzymałem, uniosłem ręce do góry i wydałem okrzyk triumfu - pierwszy raz od wielu lat. W takiej chwili człowieka wypełnia niesamowita radość, wolność i właśnie owe uczucie spełnienia - jestem tutaj - na dachu świata (no dobra - są wyższe - ale w tej chwili to jest dla mnie dach :) ) - cóż tu opisywać.. Wspaniałe uczucie :) Dalej cyknąłem kilka fotek, odchudziłem moje papu, dałem oddychać termosowi, nakląłem się jak szewc ustawiając aparat na plecaku aby zrobić sobie zdjęcie samowyzwalaczem (strasznie piździło - ciężko było ustawić aparat tak, aby stał w miarę stabilnie i do tego nie pofrunął gdzieś).. Ale w końcu się jakoś udało - czas schodzić w dół..
Zejście było wspaniałe - dokładnie tak jak to czytałem w niejedenj książce na temat wysoko kwalifikowanego alpinizmu (choć oczywiście ciężko porównywać Starorobociański do ataku na Nanga Parbat :P Nie w tym rzecz :) ). Silny wiatr, ostre zejście graniowe, powolne kroki, zmrożony śnieg.. w końcowej części wystawało już straszna ilość kamieni - musiąłem się troszkę namęczyć aby je wymijac - szkoda raków.. Gdy już doszedłem do poziomej części grani prowadzącej na Gaborową Przełęcz (1987m) zauważyłem, że coś było nie tak.. gorąco, ciepło, leje się ze mnie... hmm - wiatr - zgasł zupełnie. Słońce prażyło tak niesamowicie, że... czekan w śnieg, naokoło niego owinąłem szpeje i.. opalać się :D Wielkie pole śnieżne pode mną w dolinie bardzo mocno odbijało promienie słońca. Troszkę się rozebrałem - istotnie w porównaniu do warunków na górze to była przepaść - przeciwległy kraniec warunków pogodowych - zupełna przeciwstawność :) Kolejna niesamowita chwila - tak leżeć, sączyć wodę, wpierniczać czekoladę, jabłka i takie tam opalając się przy tym gdy słońce grzeje niczym na plaży w lecie.. C'est la vie =]
Tak leżąc usłyszałem kroki za sobą. Okazało się, iż nadchodzi Wojtek - super :) Zamieniliśmy kilka słów - chciał koniecznie iść na Starorobociański. Ja się w zasadzie juz zbierałem. W tej samej chwili z Błyszcza (2154m) zeszło trzech turystów, weszli na Gaborową Przełęcz, popatrzyli w naszym kierunku i udali się na dół na Siwą Przełęcz (1812). Decyzja była prosta - ja powolnym krokiem udaje się w kierunku Ornaku, a Wojtek zostawia obok słupka plecak, wchodzi na górę a potem mnie spokojnie dogania. Nigdzie mi się nie śpieszyło - Wojtek miał bardzo żwawy krok, więc pewnie w okolicy Ornaku mnie złapie. Tak też się stało. Przeszedłszy przez Siwą Przełęcz, Zadni Ornak (1867m) na Ornaku spokojnie zaległem znów jedząc, pijąc i robiąc fotki. Ściągnąłem raki, przytroczyłem czekan - na razie w grani Ornaku się nie przydadzą. Wojtek doszedł po 20-30 minutach. Na Starorobociański i z powrotem praktycznie wbiegł. Obserwowałem go ciągle - jednak kontakt wzrokowy wypadałoby utrzymywać... Gdy wszedł na Ornak (1853m) zaległ pod szczytem - trochę posiedzieliśmy, pogadaliśmy i po chwili zebrałem się w kierunku Iwaniackiej Przełęczy. Przed zejściem znów raki + czekan - zejście z Ornaku na Iwaniacką Przełęcz jest istotnie dość strome. W międzyczasie dogonił mnie Wojtek. Schodząc na dole zauważyłem trzy osoby podążające na górę. Strawersowałem troszkę w bok aby w nich nie sypać śniegiem. Schodząc ciągle odrywały się kawały śniegu - czy to całe płyty czy pojedyncze bryły i leciały w dół.. Lepiej nie ryzykować :)
Dalej już niewiele ciekawego się działo. Zeszliśmy spokojnie na Iwaniacką Przełęcz (1459m), dalej Wojtek na butach zjechał do schroniska na Hali Ornak (ja doszedłem później - w dół było stromo i ślisko - chciałem zjechać na butach, gdy się wypierniczyłem po raz drugi i prawie sobie wbiłem ząb od raka w bok to stwierdziłem, iż to najdurniejsza rzecz jaką mogłem uczynić - założyłem więc raki z powrotem i powoli, spokojnie zszedłem na dół). Po drodze przechodząc jeszcze przez mostek nad potokiem tuż przy schronisku troszkę kląłem na porę - słońce już uciekło z hali a tu na poręczy mostku takie płatki śniegu.. nie mówiąc już o ułożeniu malutkich płytek lodowych w samym potoku... ahh słońce, makro - mogłoby być pięknie :)
W schronisku znów wyżerka. Pożegnałem się z Wojtkiem (zostawał jeszcze na noc) - on poszedł nad Smreczyński Staw - ja udałem się jeszcze na moment do schroniska aby chwilę później zejść na dół do Kir, wsiąść w busa, autobus i wrócić do Krakowa..

Zdjęcia Co do zdjęć słów kilka. Niestety nie są one dziełami sztuki - zdaję sobie z tego sprawę. Zasadniczo mogłem wyrzucić stąd te, które nie nadają się na publikację - aczkolwiek.. szkoda ich. Szkoda widoków - może i zeszpecone, lecz jednak coś przedstawiają - krajobraz, który może komuś coś przypomni, czy też miejsce, które ktoś chciałby ujrzeć. Fotografia dla mnie nie jest dziedziną sztuki, w której to panują sztywne zasady - dobre ujęcie, świetny kadr, doskonałe kolory, obróbka itd. Ja do fotografowania podchodzę na zasadzie utrwalania tego co przeżyłem - i dzielenia się tym z innymi. Owszem - czasem troszkę mi głupio gdy oglądam zdjęcia, które sa na prawdę świetne. Aczkolwiek z drugiej strony.. ja dopiero startuję :) Poniższe zdjęcia są moimi pierwszymi zeskanowanymi negatywami, które wywołałem w labie, i którymi dane jest mi cię cieszyć :) Co prawda już widzę sporą różnicę pomiędzy fotografią cyfrową i analogową - wywołując i skanując kliszę traci się jednak dużo na jakości - nie mam czasu na bieganie i szukanie labów, które wołają i skanują doskonale - bo przecież nie o to chodzi.. Gdy się już dorobię cyfrówki pewnie się wiele w moim fotografowaniu zmieni - ale póki co chciałbym jednak doszkolić się jeszcze na analogu - którego notabene nie porzucę nigdy. No bo co mi da cyfrówka w temperaturze -30 stopni Celcjusza..? Chyba, że zamarznie olej w obiektywie - wtedy nawet i analog niewiele mi da...
Wszystkie zdjęcia zostały zrobione Nikonem F-301. Większość na obiektywie Nikkor 28-85 Makro (f3,5-4,5). Niektóre robiłem za pomocą Nikkora 80-200 f3,5-4,5. Ich jakość jest efektem nadal braku doskonałości w mojej technice jak i samego skanu. Dodam, iż nie miałem ani siły ani czasu na usuwanie śmieci czy zabrudzeń - wiem, że na kilku kliszach widać tłustą plamę, która gdzieśtam musiała zalegnąć na filtrze, w kilku są śmieci.. cóż - takie życie. Gdy kiedyś wezmę się za szeroką pojętą publikację zdjęć - wtedy pewnie się tym będę przejmował. Na razie wyciągam wnioski aby jednak ciągle sprawdzać stan szkła. Choć tam na górze, gdy dłonie marzną i z trudem ustawiają ostrość ciężko czasem pomyśleć o tym, aby jeszcze przejechać szmatką szkło.. sczególnie gdy wieje silny i mroźny wiatr.
Tyle słowem usprawiedliwienia :) Zawsze czekam na Wasze słowa krytyki czy porady - dzięki nim będe mógł doskonalić swoje umiejętności - za to Wam gorące dzięki :)

Fotki Wojtka z tego wypadu znajdują się tutaj: http://galeria.e-city.tarnow.pl/album43.
Wojtek na Grzesiu. W tle Rohacze Wojtek na Grzesiu. W tle Rohacze
Widok z Wołowca na wschód Widok z Wołowca na wschód. Licząc graniami od pierwszego planu: Czerwony Wierch (1768m) ku górze idący na Łopatę (1955m), kolejna grań to od prawej: Jarząbczy Wierch (2137m) opadający na Kończysty Wierch, dalej Czubik oraz Trzydniowiański Wierch, Następna grań od prawej: Starorobociański Wierch, Zadni Ornak, Ornak. W tle widać jeszcze Czerwone Wierchy, Tatry Wysokie oraz Błyszcz.
Widok z Wołowca na południowy wschód Widok z Wołowca na południowy wschód. Na pierwszym planie z lewej Jarząbczy Wierch. Na prawo od niego Jakubina (2193m). Na lewo od Jarząbczego mamy Błyszcz. W ostatnim planie - w zasadzie w tle po prawej stronie - Tatry Niźne
Słońce za czekanem. Widok z Grzesia na południowy wschód. Słońce za czekanem. Widok z Grzesia na południowy wschód.
Wojtek w drodze na Długi Upłaz. Wojtek w drodze na Długi Upłaz. Z lewej strony w ostatnim planie Wołowiec. Z prawej - Rohacze. Na lewo od centrum zdjęcia Rakoń.
Widok z podejścia pod Grzesia. Widok z podejścia pod Grzesia. Od prawej: Czubik, trzydniowiański Wierch opadający ku pierwszemu planowi granią na górę Ropa (1554m) a z drugiej strony opadający granią ku Wielkiemu Kopieńcowi (1257m). Dalej widoczna grań Ornaku. Z lewej strony Kominiarski Wierch (1829m).
Długi Upłaz - podejście pod Rakoń Długi Upłaz - podejście pod Rakoń. Z lewej strony widoczny Wołowiec. Na lewo od tyczki na grani widoczny Ostry Rohacz.
Widok z podejścia na Rakoń w kierunku południowo wschodnim. Widok z podejścia na Rakoń w kierunku południowo wschodnim. Widocznagrań Trzydniowiańskiego Wierchu, Ornaku, Jarząbczy, Starorobociański, Błyszcz oraz Tatry Wysokie.
Na szczycie Rakonia. Na szczycie Rakonia. W tle Wołowiec; na prawo od niego Ostry Rohacz.
Wojtek na szczycie Rakonia. Wojtek na szczycie Rakonia. W tle Trzy Kopy.
Od lewej: Ostry Rohacz, Płaczliwe, Trzy Kopy Od lewej: Ostry Rohacz, Płaczliwe, Trzy Kopy
Na szczycie Wołowca. Na szczycie Wołowca. Widoczny Ostry Rohacz, Płaczliwe oraz Trzy Kopy.
Widok z Wołowca na wschód. Widok z Wołowca na wschód. Widoczny Jarząbczy Wierch, Starorobociański Wierch, Błyszcz; w ostatnim planie po lewej stronie Tatry Wysokie.
Widok z Wołowca na północny zachód. Widok z Wołowca na północny zachód. W pierwszym planie grań prowadząca na Rakoń, na prawo od niego Długi Upłaz, na lewo przełęcz Zabrat (1656m). W ostatnim planie po lewej Pilsko, na prawo prawie w centrum zdjęcia Królowa Beskidów - Babia Góra. Między nią a brudem na kliszy :( widoczne pasmo Policy oraz Hala Krupowa. Między Babią Górą a Rakoniem w "środkowym planie" widoczna Osobita (1687m).
W pozycji siedzącej: Widok z Wołowca na południowy zachód. W pozycji siedzącej: Widok z Wołowca na południowy zachód. Widoczny Ostry Rohacz i Płaczliwy. W ostatnim planie między nimi Tatry Niźne.
Na zboczach Długiego Upłazu Na zboczach Długiego Upłazu - kosodrzewina przebijająca się przez połacie śniegu. W tle przełęcz pod Wołowcem.
Kosówka na zboczach Długiego Upłazu. Kosówka na zboczach Długiego Upłazu.
Wojtek studiujący mapę. Wojtek studiujący mapę. W tle grań Trzydniowiańskiego, Ornaku, na lewo Kominiarski Wierch, w ostatnjim planie przebijające sie Tatry Wysokie.
Z okolic Trzydniowiańskiego Wierchu widok na zachód. Powoli ropoczyna się spektakl wschodu słońca. Z okolic Trzydniowiańskiego Wierchu widok na zachód. Widoczny Długi Upłaz, Grześ, Babia Góra. Niebo spowijają różowe pasma..
Trzydniowiański Wierch na moment przed wschodem słońca. Trzydniowiański Wierch na moment przed wschodem słońca. W tle Zadni Ornak, Ornak, Siwa Przełęcz.
Zdjęcie z grani pod Czubikiem. Słońce już prawie wyłoniło się zza Błyszcza.. Zdjęcie z grani pod Czubikiem.
Wschód słońca Gama kolorów towarzyszących wschodowi słońca jest niesamowita - niebo staje się istną paletą malarza
Wschód słońca Cóż tu mówić.. lepiej tę chwilę przeżywać w ciszy
Wschód słońca Pierwsze promienie.. zapowiada się wspaniały dzień
Postrzępione rysy Tatr Wysokich.. Postrzępione rysy Tatr Wysokich..
Grań w części Trzydniowiański - Czubik Grań w części Trzydniowiański - Czubik - na chwilę po wschodzi słońca. W tle Beskidy..
Przełęcz Raczkowa (1965m). Przełęcz Raczkowa (1965m). Po lewej widoczne zbocza Starorobociańskiego Wierchu. Na prawo od nich Małe Bystre (2162m). W tle Tatry Niźne.
Widok na południe z końcówki podejścia na Starorobociański Wierch. Widok na południe ze zbocza Starorobociańskiego Wierchu. W tle Tatry Niźne.
Widok ze Starorobociańskiego Wierchu na południowy zachód. Widok ze Starorobociańskiego Wierchu na południowy zachód. W pierwszym tle Jakubina. W ostatnim planie Tatry Niźne.
Starorobociański Wierch. Starorobociański Wierch.
Widok ze Starorobociańskiego na Tatry Wysokie. Widok ze Starorobociańskiego na Tatry Wysokie. Z prawej strony widoczny Krywań
Małe Bystre ze Starorobociańskiego Wierchu. Małe Bystre ze Starorobociańskiego Wierchu. Dalej - Tatry Niźne.
Widok ze Starorobocińskiego na zachód. Widok ze Starorobocińskiego na zachód. Widoczny Jarząbczy Wierch, Wołowiec, Rohacze.
Mój autoportret. Docent na Starorobociańskim :) Mój autoportret. Docent na Starorobociańskim :)
Błyszcz oraz Małe Bystre - widok ze Starorobociańskiego. Błyszcz oraz Małe Bystre - widok ze Starorobociańskiego.
Błyszcz, Przełęcz Pyszniańska, Kamienista, Smreczyński Wierch, Tatry Wysokie. Błyszcz, Przełęcz Pyszniańska, Kamienista, Smreczyński Wierch, Tatry Wysokie. Widok ze Starorobociańskiego.
Błyszcz, Przełęcz Pyszniańska, Kamienista, Smreczyński Wierch, Tatry Wysokie. Błyszcz, Przełęcz Pyszniańska, Kamienista, Smreczyński Wierch, Tatry Wysokie. Widok ze Starorobociańskiego.
Z podejścia pod Gaborową Przełęcz widok na nawisy śniezne, oblepiające od wschodu Starorobociański Wierch. Z podejścia pod Gaborową Przełęcz widok na nawisy śniezne, oblepiające od wschodu Starorobociański Wierch. W tle po prawej majaczy Babia Góra..
Fotki Wojtka z tego wypadu znajdują się tutaj: http://galeria.e-city.tarnow.pl/album43.

Log z wyprawy
  • Piątek, 27.01.2006
    • 19:56 Taryfa na dworzec
    • 20:23 Wyjazd autobusem z Krakowa
    • 22:30 Zakopane
    • 22:40 Autobus do Czarnego Dunajca
    • 23:00 Dolina Chochołowska
    • 23:05 Żarełko w karczmie
  • Sobota, 28.01.2006
    • 00:00 W drogę do schroniska
    • 00:40 Polana Huciska
    • 01:35 Schronisko
    • 02:00 Spać
    • 07:39 Śniadanie
    • 08:40 Wyjście z Wojtkiem
    • 10:18 Grześ. Zdjęcia + papu
    • 11:50 Rakoń. Znów zdjęcia i papu
    • 13:02 Wołowiec
    • 14:10 Rakoń
    • 14:25 Czekamy na narciarzy na zboczach Rakonia
    • 16:07 Schronisko
    • 21:00 Spać
  • Niedziela, 29.01.2006
    • 03:15 Pobudka, śniadanie
    • 04:16 Wyjście
    • 04:37 W górę szlakiem czerwonym na Trzydniowiański
    • 05:22 Chwila odpoczynku
    • 06:19 W końcu na grani
    • 07:09 Trzydniowiański Wierch
    • 07:31 Wschód słońca :)
    • 08:01 Czubik
    • 08:38 Kończysty Wierch
    • 08:47 Papu + herbatka pod Kończystym
    • 09:09 Wyjście
    • 10:04 Starorobociański Wierch
    • 10:49 Zejście
    • 11:13 Słońce, ciepełko - przerwa na papu
    • 11:42 Nadszedł Wojtek od Gaborowej przełęczy
    • 12:04 Gaborowa Przełęcz
    • 12:31 Siwa Przełęcz
    • 13:08 Zadni Ornak
    • 13:50 Ornak
    • 14:02 Wojtek is back - nadal Ornak - papu + picie
    • 14:46 Przełęcz Iwaniacka
    • 15:28 Schronisko na Hali Ornak
    • 16:41 Pożegnanie Wojtka i wyjście
    • 18:01 Oczekiwanie na busa do Zakopanego
    • 18:39 W autobusie do Krakowa
    • 18:55 Adam Małysz jest wszędzie :D
    • 20:51 Kraków...

Dokładny opis szlaku
  1. piątek: Przejście doliny Chochołowskiej od dołu do schroniska... nie trzeba opisywać chyba :)
  2. sobota: Schronisko w Dolinie Chochołowskiej -> szlak żółty -> Grześ -> szlak niebieski Długim Upłazem -> Rakoń -> Wołowiec -> Rakoń -> zejście granią z Długiego Upłazu do Wyżniej Doliny Chochołowskiej -> szlakiem zielonym po lesie do schroniska w Dolinie Chochołowskiej
  3. niedziela: Schronisko w Dolinie Chochołowskiej -> szlak zielony, w dół drogą -> szlak czerwony w kierunku Trzydniowiańskiego (omijając lawinisko) -> Trzydniowiański Wierch -> szlak zielony poprzez Czubik -> Kończysty Wierch -> szlak czerwony -> Starorobociański Wierch -> szlak czerwony -> Gaborowa Przełęcz -> szlak zielony -> Siwa Przełęcz -> szlak zielony -> Zadni Ornak, Ornak -> szlak zielony -> Iwaniacka Przełęcz -> szlak żółty -> schronisko na Hali Ornak -> szlak zielony -> ujście Doliny Kościeliskiej

Podziękowania Zasłużeni i wielcy - czyli Ci, którzy w jakikowliek sposób przyczynili się do powstania tej relacji, pomogli nam na szlaku czy powiedzieli dobre słowo =]

  • Braciak (hehe jednak) - on tam wie za co :)
  • Rodziciele - zawsze nerwy i stres.. cóż - sami mi pokazaliście góry :) Za to gorące uściski =]
  • Wojtek - za towarzystwo na szlaku :)
  • Dwie dziewczyny w pokoju w schronisku - za informacje n/t warunków na szlaku
  • Obsługa schroniska - za lody, pyszne jedzenie i przemiłą atmosferę :D

Dzięki wielkie raz jeszcze :)

Kilka przydatnych linków dotyczących powyższego szlaku:

Nawigator
[powrót do góry strony]

Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz wystarczy podać jego treść - pozostałe pola nie są obowiązkowe. Zaznaczenie zapamiętania nicka i adresu e-mail spowoduje, iż w każdej chwili gdy wrócisz do tej strony i będziesz chciał(a) wpisać kolejny komentarz pola nick oraz e-mail zostaną automatycznie wypełnione:
 
Nick:    E-mail:

Zapamiętaj mój nick i email    Ukryj mój adres email

Wasze komentarze
 ukryj komentarze 
::suba me ([email protected]) 2018-12-21 03:23:00
lSqSbu Wow, amazing blog layout! How long have you been blogging for?
you made blogging look easy. The overall look of your website is
wonderful, as well as the content!. Thanks For Your article about sex.
::Visit This Link ([email protected]) 2017-02-01 03:20:00
fRNWzr I think other website proprietors should take this website as
an model, very clean and wonderful user genial style and design, let
alone the content. You are an expert in this topic!
::SuEOqrMbAXUEDHy2016-01-01 08:09:00
QpIJI4
::SGcZRIKSE2015-12-31 12:38:00
2SKmIO
::d2QMrsI10i8 ([email protected]) 2015-11-29 00:12:00
They're normally a good team to supoprt as they have one of the best
national sides in the world: Barcelona.I visited the city a few weeks
back. Its incredible. You should go for a trip sometime. Word of
warning though all the signs and menus are in Catalan rather than
Castillian (Spanish).Doug Filmss last blog post..
::crork ([email protected]) 2015-11-09 05:09:00
P8IlMl Wow, awesome blog layout! How long have you been running a blog
for? you make running a blog look easy. The full look of your website
is fantastic, let alone the content material!
::crorkservice fiverr ([email protected]) 2015-11-08 16:38:00
riL3ob Thanks-a-mundo for the article.Thanks Again. Will read on
::crorkservice fiverr ([email protected]) 2015-10-16 20:21:00
MJF8nX This awesome blog is no doubt awesome additionally informative.
I have chosen helluva helpful things out of this amazing blog. I ad
love to go back again soon. Cheers!
::cheap seo services ([email protected]) 2015-02-05 15:49:00
656znR Hi there, I found your blog via Google while searching for a
related topic, your web site came up, it looks great. I've bookmarked
it in my google bookmarks.
::crorkz ([email protected]) 2014-08-06 07:08:00
pgN5hr Very neat blog.Much thanks again. Great.
::crorkz ([email protected]) 2014-08-05 10:28:00
66tSDH Great, thanks for sharing this blog.Really looking forward to
read more. Really Cool.
::matzcrorkz ([email protected]) 2014-08-04 08:55:00
Y3MRys Hey, thanks for the blog.Thanks Again. Fantastic.
::nice penalty removal ([email protected]) 2014-07-04 14:15:00
HcBDM3 This is one awesome blog article.Really looking forward to read
more. Great.
::cheap seo services ([email protected]) 2014-06-20 01:53:00
X9iFug Thanks so much for the article.Really looking forward to read
more. Much obliged.
::best seo company ([email protected]) 2014-06-04 21:56:00
CctWIA Very informative post.Thanks Again. Really Cool.
::check it out ([email protected]) 2014-05-11 20:17:00
ozeVlv Great, thanks for sharing this blog post.Thanks Again. Awesome.
::nice seo guys ([email protected]) 2014-04-01 16:00:00
jnzaOm I cannot thank you enough for the post.Really thank you! Will
read on...
::seo for cheap ([email protected]) 2014-03-22 20:47:00
xoVBOU Hey, thanks for the article.Really looking forward to read
more. Much obliged.
::stunning seo guys ([email protected]) 2014-02-28 21:12:00
tv06uD Awesome blog post.Really thank you! Much obliged.
::nice seo guys ([email protected]) 2014-01-18 04:42:00
SaLCmI I appreciate you sharing this blog article.Really thank you!
::stunning seo guys ([email protected]) 2014-01-09 01:48:00
jsZLyG Looking forward to reading more. Great article post.Really
looking forward to read more. Keep writing.
::awesome seo thing ([email protected]) 2013-12-15 16:38:00
BKP1p5 Thanks for sharing, this is a fantastic post.Really looking
forward to read more. Really Cool.
::watch this ([email protected]) 2013-11-18 17:20:00
JGxxlp Im thankful for the blog article. Much obliged.
::take a look at it! ([email protected]) 2013-10-31 18:35:00
ZqEPqF Really enjoyed this blog article.Thanks Again. Really Great.
::top seo guys ([email protected]) 2013-10-25 01:24:00
eYNoP0 Im obliged for the article. Keep writing.
::link building team ([email protected]) 2013-10-16 03:08:00
ZBKT4B Great article.Much thanks again. Much obliged.
::pro link building ([email protected]">[email protected]) 2013-09-25 00:21:00
hmPRA0 Very good post.Really thank you! Fantastic.
::make money online ([email protected]) 2013-09-13 19:57:00
VShedS Thanks a lot for the blog post.Much thanks again. Fantastic.
::the best seo service ([email protected]) 2013-09-07 15:08:00
j2e4uI A round of applause for your post. Will read on...
::social bookmarks ([email protected]) 2013-06-19 18:04:00
TmEKtj Say, you got a nice blog.Much thanks again. Cool.
::digital slr lenses ([email protected]) 2013-05-14 00:07:00
C7PBif Thanks-a-mundo for the post.Really looking forward to read
more. Awesome.
::ELNNxJafOEJXavuCNEC ([email protected]) 2013-03-16 14:28:00
pisze:Bardzo mi się podoba ta obrajwecsa. Za Suchą Gf3rą sam mam
swf3j stały PO. Tatry wyszły bardzo ładnie. O ile mnie pamięć nie
myli to z tego dnia tj. 2008.12.30 są już wpisy na DO z naszej
okolicy. To musiał być bardzo dobry dzień, wystarczy zobaczyć na
jakim poziomie jest inwersja, koło 400-500m.
::Pharmd28 ([email protected]) 2012-09-14 13:59:00
Very nice site!
::Pharmd737 ([email protected]) 2012-09-14 13:58:00
Hello! bdddgaf interesting bdddgaf site! I'm really like it! Very,
very bdddgaf good!
::Pharme437 ([email protected]) 2012-09-14 13:58:00
Very nice site!
::Pharmk128 ([email protected]) 2012-09-14 13:58:00
Hello! dkckeka interesting dkckeka site! I'm really like it! Very,
very dkckeka good!
::Dr.wadynita2012-08-23 03:07:00
<b>discount etodolac</b>
::DrDexacets ([email protected]) 2012-07-30 07:57:00
<b>order vasotec</b>
::Dr.AdutlE ([email protected]) 2012-07-20 07:19:00
<b>discount danazol</b>
::bystolic ([email protected]) 2012-02-27 00:42:00
In of the regions in and. Some besides reason majority insert matter.
::flexeril online ([email protected]) 2011-10-13 17:15:00
Thank you for this information! I used it for my diploma thesis =)
::flexeril online ([email protected]) 2011-10-13 13:34:00
Thank you for this information! I used it for my diploma thesis =)
::buy trazodone ([email protected]) 2011-09-13 16:35:00
Thanks for tris interesting article! I found it very interesting. You
really make it seem so easy with your presentation.
::buy trazodone online ([email protected]) 2011-09-13 09:30:00
Thanks for tris interesting article! I found it very interesting. You
really make it seem so easy with your presentation.
::buy seroquel ([email protected]) 2011-09-05 04:04:00
Thanks for tris interesting information! I found it very useful =)
::buy seroquel online ([email protected]) 2011-09-04 11:04:00
Thanks for tris interesting information! I found it very useful =)
::seroquel ([email protected]) 2011-09-04 05:08:00
Thanks for tris interesting information! I found it very useful =)
::buy paxil (cl[email protected]) 2011-09-03 05:28:00
Thank you for such interesting blog! I found it very useful =)
::buy paxil ([email protected]) 2011-09-02 22:43:00
Thank you for such interesting blog! I found it very useful =)
::order topamax online ([email protected]) 2011-08-31 04:26:00
"This article actually answered my problem, thanks a lot!"
::order topamax online ([email protected]) 2011-08-31 00:05:00
"This article actually answered my problem, thanks a lot!"
::order prednisone ([email protected]) 2011-08-29 06:26:00
I’m really loving the contents of your blog. Hopefully you keep
posting regularly. Thanks.
::plan-b online ([email protected]) 2011-08-29 02:03:00
I’m really loving the contents of your blog. Hopefully you keep
posting regularly. Thanks.
::buy plan b ([email protected]) 2011-08-28 19:43:00
I’m really loving the contents of your blog. Hopefully you keep
posting regularly. Thanks.
::buy prednisone online ([email protected]) 2011-08-27 19:20:00
Really interesting blog, keep up the good work!
::provera online ([email protected]) 2011-08-27 11:40:00
Really interesting blog, keep up the good work!
::one good guy ([email protected]) 2011-08-21 00:39:00
Really great article with very interesting information. You might want
to follow up to this topic!?! 2011
::pristiq drug ([email protected]) 2011-08-14 05:18:00
Great article with very interesting information. You might want to
follow up to this topic!?!
::pristiq drug ([email protected]) 2011-08-13 22:33:00
Great article with very interesting information. You might want to
follow up to this topic!?!
::keflex online ([email protected]) 2011-08-11 12:49:00
Great article with very interesting information. You are a very
skilled blogger, thats for sure! =)
::buy keflex online ([email protected]) 2011-08-11 05:10:00
Great article with very interesting information. You are a very
skilled blogger, thats for sure! =)
::buy ativan online ([email protected]) 2011-08-10 09:42:00
I just added your website on my blogroll. Really enjoyed reading
through. Excellent information!
::atenolol without rx ([email protected]) 2011-08-08 19:36:00
I just added your website on my blogroll. I may come back later on to
check out updates. Excellent information!
::Registered nurse ([email protected]) 2011-01-10 10:04:00
Terrific work! This is the type of information that should be shared
around the web. Shame on the search engines for not positioning this
post higher!
::student loan ([email protected]) 2010-12-17 17:59:00
Useful blog website, keep me personally through searching it, I am
seriously interested to find out another recommendation of it.
::aerospace ([email protected]) 2010-11-10 08:52:00
This is such a great resource that you are providing and you give it
away for free. I enjoy seeing websites that understand the value of
providing a prime resource for free. I truly loved reading your post.
Thanks!
::docent ([email protected]) 2006-03-28 12:47:00
dev8: apropo skitourów w Tatrach Zachodnich - oglądnij sobie
film (do ściągnięcia rel=nofollow>tutaj), kilka zdjęc jest href=http://www.extreme-sport.pl/index.html?a=galeria&id=10
rel=nofollow>tutaj no i przedewszystkim poczytaj o tym na PRECLu
(dużo tego było) - wskakując href=http://groups.google.co.uk/group/pl.rec.gory/search?group=pl.rec.
gory&q=chocho%26%23322%3Bowskiej&qt_g=1&searchnow=Search+this+group
rel=nofollow>tutaj.

No i dzięki za przyjemny komentarz :)
::dev82006-03-27 21:14:00
Bardzo fajna relacja. Wprawdzie szukałem czegoś o tourowym wejściu na
Wołowiec, ale przeczytałem ją z zainteresowaniem. Pewne doświadczenia
z Twojej wyprawy na pewno są uniwersalne.
Ogólnie cała stronka zrobiła na mnie pozytywne wrażenie.
Pozdrawiam i do zobaczenia na szlaku.
::rondelek ([email protected]) 2006-02-16 10:29:00
Gratuluję!
Bardzo interesująco i zgrabnie opisana wyprawa.
Czułem że też tam jestem:)

Fotki ok.:)
::docent ([email protected]) 2006-02-14 10:39:00
Hehe a reklamuj =] Ale żeby nie było - linki do Twojej galerii wiszą
tutaj w sekcji zdjęcia :)

A co do talentu.. brr - jeszcze bardzo to wszystko chaotyczne i
nieokrzesane - ale może z czasem... :)

Również pozdrawiam - namiot w drodze - jeśli bedzie pogoda to
proponuję dokończyć temat na szlaku od Gaborowej Przełęczy do
Czerwonych Wierchów :)
::wojtek2006-02-14 10:31:00
Hej.
no to moze ja tez zareklamuje moje fotki z tej wyprawy :)
http://galeria.e-city.tarnow.pl/album43

relacja ciekawa i widac ze masz talent pisarski :)
pozdrawiam i do zobaczenia na szlaku
::docent ([email protected]) 2006-02-08 09:35:00
Dzieki wielkie :)

A swoją drogą - baaardzo przyjemnie jest oglądać coś takiego href=http://www.franciszkanie.pl/galeria.php?mode=pokaz&id=266&n=10&m=
100%>jak tutaj =]
::Anita2006-02-06 15:07:00
Śliczna opowieść - w lecie oglądałam wschód słońca z Grzesia -
doskonale Cię rozumiem w tym jak opisałeś przeżywanie tej chwili.
Szkoda, że w życiu jest ich tak niewiele :(

A zdjęciami się nie przejmuj - nie są takie tragiczne :-) Kilka z nich
mogłabym sobie powiesić na ścianie ;-)
 ukryj komentarze